Polonijny efekt Cotarda

Miałem z tym postem poczekać do końca tygodnia, nie wytrzymałem, absurd przerósł moje najśmielsze wyobrażenia. Dookoła pustaki, wydmuszki i zazdrośni wysyłacze paczek do pozostawionych rodzin. (sic!)

Nie jestem, nie byłem i nie roszczę sobie prawa do bycia ekspertem w sprawach pirotechnicznych, po prostu się na tym nie znam. Zdecydowanie nie jestem też aktywnym zwolennikiem tej czy tamtej opcji politycznej. I w końcu najważniejsze, jestem obserwatorem, zwykłym czytelnikiem prasy polskiej za oceanem, z daleka od rodzinnych stron. Obserwatorem ziejącego nienawiścią polskiego hejtu. Dziś będzie o niebezpieczeństwie, prawdziwym, realnym zagrożeniu „terroryzmem”. Po niedawnych zajściach, znalazłem taki oto fragment:

Ostatnie dwa wydarzenia, czyli próba zamachu bombowego we Wrocławiu i próba zdetonowania ładunków wybuchowych w Warszawie były zaplanowane, dobrze przygotowane, gorzej przeprowadzone — ocenił ekspert do spraw terroryzmu Krzysztof Liedel z Collegium Civitas.

W ciągu zaledwie kilku dni Polska (proszę zwrócić uwagę, że nie napisałem ten kraj) stała się areną walki z domowym terroryzmem, wybuchającą bezkształtną masą, wzbierającą falą przemocy. Krzykliwe tytuły zwracają na siebie uwagę: bombiarz, atak bombowy, komisariat, autobus, wybuch… mogę tak cytować bez końca tylko po co? Pytam co łączy te wszystkie „wydarzenia”?

Łączy je strach. Tak. Głęboki, czarny strach oparty na potrzebie posiadania silnego przywódcy, takiego który obroni naród przed wrogiem, da pieniądze na wychowanie dziecka i w sposób łatwy do odczytania (bez wysiłku) wskaże lepszych i gorszych.

Polonijny efekt Cotarda
Polonijny efekt Cotarda — wszystko ma swoją cenę w zależności od zapotrzebowania.

Wpędzanie w kleszcze strachu jest klasyczną formą manipulacji stosowaną w systemach autorytarnych, proste i zgrabne zagranie. Istota ludzka, człowiek, odruchowo podąża ku „silniejszemu” by znaleźć się w bezpiecznej grupie, schronić przed wrogiem. Autokrata tego właśnie potrzebuje, potrzebuje wroga, którego stwarza na własne potrzeby, wymyśla go, straszy nim i tylko nieświadomi socjotechnicznych zagrywek tego nie rozumieją.

System autorytarny charakteryzuje się wielce oskubanym ze znaczenia pluralizmem politycznym czyli czymś co ogranicza działanie instytucji politycznych, umniejsza władzę ustawodawczą, działalność partii politycznych i różnych grup interesów. Prawo do posiadania wyłącznej władzy opiera na emocjach i przesądach, sypie przy tym ludowi w oczy piasek. Bo skoro zostali wybrani przez większość, w liczbie 19%, to chociaż czasem jest ciężko to warto cierpieć bo przecież poprzednicy pozostawili po sobie ruiny. Społeczeństwo pod taką władzą słabo się mobilizuje, ciężko jest występować w miejscach publicznych, przeciwnicy polityczni hamowani są słowami: przecież to my zostaliśmy wybrani i tak spada zainteresowanie społeczne jakąkolwiek działalnością prospołeczną. Dodatkowo władza wykonawcza jest niejasno zdefiniowana kto jest kim i kto za kim stoi i sobie rządzi. Taka władza wyrasta z przekonania, że tylko uprzywilejowane jednostki mogą rządzić społeczeństwem, taki współczesny elitaryzm, tylko ci wybrani mają polityczne pozwolenie do narzucania woli całemu krajowi.

Lecz jak to dobrze, że znalazłem jeszcze taki oto fragment:

Możesz zdmuchnąć świecę
Ale nie uda ci się zdmuchnąć ognia
Gdy tylko płomień się rozpali
Wiatr wzniesie go ku górze.
A oczy świata patrzą… patrzą teraz.
Peter Gabriel

A jak jest po drugiej stronie Wielkiej Wody? Bardzo podobnie. Z godziny na godzinę, każdego nadchodzącego dnia — zaczynam się bać, boję się, że zaraza dojdzie i tu. Za późno, doszła. Trump prawie u władzy i popiera go pewna znana mniejszość etniczna. Biorą się za mordę kluby i organizacje polonijne, bo nigdy razem, to nie po drodze. Oskarżają się, obrzucają wyzwiskami, knują i szczują jednych przeciwko drugim. I dobrze im z tym. Bo przecież wiedzą o tym, że nie żyją, są martwi, pełni nihilistyczny urojeń. Skostniałe polonijne instytucje zamieniają się powoli w ośrodki opieki geriatrycznej, młodzi nie garną się do nich. Z takiego obrotu spraw korzystają chore jednostki skrzyknięte pod wodzą jedynych i słusznych fal radiowych lub bloków, godzinnych „nie moderowanych” rozmów ze słuchaczami, wykupionych w jednej z większych stacji radiowych. Fryzjerzy nie radzą już sobie, zasypani zamówieniami na włosów skracanie. Małe przydomowe salony tatuażu gorączkowo ściągają z Internetu rysunki kotwic z graficzną stylizacją literki [P] i nie wiedzieć czemu obrazy różne z galerii tematów historycznych, której autorem jest Mirosław Szeib. Na ulicach miasta pojawia się coraz więcej tkwiących w przeświadczeniu, że nie żyją, że nie mogą umrzeć śmiercią naturalną, a jedynie śmiercią bohaterską w walce z wrogami Ojczyzny: nastoletnimi bombiarzami, terrorystami, muzułmanami, wegetarianami, rowerzystami, czytelnikami, podróżnikami, noszącymi pomarańczowe wstążki, zmęczonymi ciągłą walką o pracę i kobietami żądającymi respektowania różnic płci.

Polonijny efekt Cotarda
Polonijny efekt Cotarda — złudzenie negacji

Powoli zachodzi słońce. Z głębiny mroków umysłu wychodzą puste trupy. Jestem wstrząśnięty rekonstrukcją zamachu na Jana Pawła II na święto szkoły w Tarnobrzegu, poraził mnie nie tylko widok papamobile. Dyplomata, historyk, iberysta Ryszard Schnepf został odwołany ze stanowiska ambasadora RP w USA z powodu spotkania z sędzią, prezesem Trybunału Konstytucyjnego Andrzejem Rzeplińskim. Jeden taki, spragniony oklasków i głodny sławy, wystąpił o kasację wyroku ws. ekstradycji Romana Polańskiego gdy Samantha Geimer mówi: to nie Roman Polański zrobił mi krzywdę, tylko ludzie, którzy urządzili na niego polowanie, niszcząc też moje życie.

Polonijny efekt Cotarda - na zdjęciu od lewej posłanka Anna Cicholska, biskup Andrzej Wypych, ambasador RP Ryszard Schnepf
Polonijny efekt Cotarda – na zdjęciu od lewej posłanka Anna Cicholska, biskup Andrzej Wypych, ambasador RP Ryszard Schnepf

A ja tak bardzo chciałbym po prostu słuchać muzyki, którą sam sobie wybiorę. Spożywać takie potrawy, które mi smakują. Spotykać się z ludźmi, którzy mówią językami świata. Chciałbym też spokojnie leżeć na słońcu trzymając ręce na piersiach panienek i patrzeć wysoko na chmury typu cumulus koniecznie w kolorze białym, a niebo wówczas winno być niebieskie jak śliczne oceany, które jeszcze zobaczę.

Polonijny efekt Cotarda
Polonijny efekt Cotarda — wybór jest taki prosty, na zdjęciu panorama Melbourne
7

Leave a Reply / Zostaw komentarz:

Comments 2

  • tatul01/08/2018 at 3:32 am

    Wielki zawód i gorycz wypływa z tego tekstu. Jeśli śpiewasz, to podrzucam ten utwór: https://www.youtube.com/watch?v=7hqMiZbizFo
    Jest takich wiele. Od razu podkreślę,że utopią jest czekać na to, że rządcy tego świata wysłuchają utworu i się tym przejmą. Nawet ich wyznawcy nie wezmą tego pod uwagę, bo zgodnie ze scenariuszem mają powiedzieć; Oto głos tego, którego odcięto od koryta, lewaka, anty polaka itd.
    Tak jest we wszystkich wypadkach, w których ostatnio wybrano Trumpa, Macron`a, ludzi namaszczonych przez Kaczyńskiego. Tak będzie wkrótce w Rosji, czy Niemczech jak wreszcie uzgodnią kto ma rządzić.
    Smuuuuuuuutneeee

    • Dariusz01/08/2018 at 7:48 am

      Napiszę tak, z pewną taką nieśmiałością klikałem w podany przezc Ciebie link, skoro tyle już zaśpiewano o Polsce to co może mnie jeszcze zaskoczyć? Przyznam, że nie znałem artysty wcześniej i rzeczywiście, zaskoczył mnie, a do tego pozytywnie. Dziękuję. Słuchałem z radością.
      Naturalnie, że tego rodzaju poezja nie trafia do wielu bo tu trzeba się zatrzymać, posłuchać, zrozumieć, przeżyć, a większość naszych rodaków kończy swą edukację muzyczną na p. Martyniuku czy utworze “Malinowa dziewczyna”. Miło mi było Cię gościć. Dziękuję.

  • Add Comment

     

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.