Pomiędzy Thanjavur, Francją i Indiami

Opuszczając przyjaciół w Musiri czułem smutek choć wiedziałem, że nasze ścieżki ponownie się przetną w Coimbatore za kilka dni, za rok. Zanim doszło do ponownego spotkania w trakcie drogi odwiedziłem Thanjavur, pałace oraz świątynie – doznając małych i wielkich zadziwień.

Słowa starannie dobierane i wypisywane na białej karcie papieru są obrazami wewnętrznego oniemienia, czasem ich brakuje by opisać otaczające mnie piękno, a do tego opowiedzieć o miejscach w których po raz pierwszy stawiałem kroki, dotykałem historii. Rozumienie tego faktu zależy od tego co tam wewnątrz siebie wyhodowaliśmy. Skoro więc o podwójnej moralności mowa to chcę podkreślić – cała niezwykłość życia polega na jego różnorodności i niepowtarzalności!

Charles Le Brun evolution
Charles Le Brun evolution

Do momentów szczególnych, z tego dnia podróży, zaliczam wizytę w Saraswathi Mahal Library czyli po prostu w bibliotece królewskiej usytuowanej w kompleksie budynków pałacowych, były tam również sklepy, kino, muzeum, pozostałości po salach królewskich i wysoka wieża dzwonu, niestety zamknięta tego dnia. Królewska Biblioteka Saraswathi jest jedną z najstarszych książnic Azji i posiada świetnie zachowane, niespotykane nigdzie indziej, manuskrypty spisane na palmowych liściach w najważniejszych językach Indii: Tamil, Telugu, Marathi, Hindi. Obecnie kolekcję wolumenów szacuję się na ponad 49.000 i zaledwie niewielki promil zbiorów prezentowany jest publicznie. Nie licząc wyjątkowych manuskryptów, najbardziej zainteresowały mnie i przypadły do gustu, duże formatem, opisujące jedną z kilku teorii ewolucji człowieka karty rysowane przez Charlesa Le Bruna, wielkiego malarza nazwanego przez Louisa XIV „największym artystą francuskim wszystkich czasów”.

Pierwszą teorią ewolucji był kreacjonizm – nic się nie zmienia wszystko zostało stworzone, druga mówiła – środowisko wymusza zmiany, a ta trzecia przyjęta dziś mówi – to wszystko mutacje. Niesłychanie ciekawe wydało mi się to i interesujące zarazem. W drodze z Polski do Ameryki, gdzieś po drodze do Indii, trafiłem na interesujące prace człowieka wyjątkowego. W wieku piętnastu lat otrzymał zlecenie od kardynała Richelieu, a jego wykonanie wykazało nie tylko kunszt i umiejętności jakie opanował ale otworzyło mu drogę do działalności w Rzymie i na dworze królewskim. To on zaprojektował i przyczynił się do dzisiejszego wyglądu części Wersalu i Luwru. Podziwiany za życia, wielokrotnie doceniony, po śmierci swego mecenasa popadł w niełaskę zazdrosnych „przyjaciół” i wkrótce zmarł samotnie we własnej posiadłości.

Zaraz po wizycie w murach królewskiej biblioteki i obejrzeniu małego ułamka zbiorów ponownie w drodze. Postój w mieście świątyń – Kumbakonam od którego zaledwie 4 kilometry dalej leży Darasuram, a w nim Świątynia Airavateshwararm zbudowana w stylu Chola. Jej piękno zachwyca, w silnych promieniach słońca można tu znaleźć schronienie w mandapach z bogato zdobionymi filarami, które są klasycznym przykładem sztuki i architektury chola. Świątynia została wzniesiona na początku XII wieku, a w roku 2004 wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Airavateshwararm – znaleźć ukojenie kryjąc się w mandapach z bogato zdobionymi filarami
Airavateshwararm – znaleźć ukojenie kryjąc się w mandapach z bogato zdobionymi filarami

Jedną z kilku ciekawostek na terenie świątyni Airavateshwararm jest możliwość obejrzenia wyrzeźbionych w kamieniu setek postaci kobiet i mężczyzn zatrzymanych w akrobatycznych pozach. Do dnia dzisiejszego okoliczne wioski odwiedzane są przez cygańskie plemiona, a ich mieszkańcy bawią się i świętują podczas gimnastycznych pokazów. Inną wyjątkową atrakcją jest przejście po muzycznych schodach, usytuowanych centralnie na placu świątyni i biegnących ze wschodu na zachód. Schody wykuto w litej skale i wyposażono w kamienne balustrady, kiedy stawia się kroki po chodach, wydają delikatne, szybko rozpływające się w szumie powietrza dźwięki, niczym metalowe cymbałki z tą różnicą, że schody są przecież wyciosane z kamienia.

Airavateshwararm – kobiet i mężczyzn zatrzymanych w akrobatycznych pozach.
Airavateshwararm – kobiet i mężczyzn zatrzymanych w akrobatycznych pozach.

W samych Indiach żyje obecnie ok. 800 mln hindusów (wyznawców hinduizmu), kilkadziesiąt milionów zamieszkuje kraje Azji Południowej: Pakistan, Nepal, Bangladesz i Sri Lankę. Kolejne miliony współtworzą diasporę indyjską rozsianą po całym świecie. Pomimo że 90 proc. hindusów mieszka w Indiach, kraj ten cechuje religijny pluralizm. Hinduizm, podobnie jak chrześcijaństwo, nie jest monolitem. Od tysięcy lat zmieniał się on wewnętrznie oraz wchodził w interakcję z innymi tradycjami religijnymi.

Kolejna świątynia do której trafiłem tego dnia to Adi Kumbeswarar.
Kolejna świątynia do której trafiłem tego dnia to Adi Kumbeswarar.

Kolejna świątynia do której trafiłem tego dnia to Adi Kumbeswarar. Początki sanktuarium sięgają VII wieku lecz swoją świetność przeżywała w XV i XVII. Przybytek rozłożony jest obecnie na obszarze 2,800 m2 i lśni strzelistymi gopuramami. W świątyni każdego dnia w godzinach od 5:30 rano do 9 wieczorem odbywa się sześć dziennych rytuałów jeśli przypadkowo nie trafi się na godzinę otwarcia drzwi trzeba nieco zaczekać. Tam na zewnątrz murów świątynnych w oczekiwaniu na jej otwarcie, spędziłem około 30 minut. Siedząc w zacienionym miejscu mandapy obserwowałem nadciągających zewsząd pielgrzymów i młodych chłopców grających w piłkę.

Adi Kumbeswarar – Tam na zewnątrz murów świątynnych w oczekiwaniu na jej otwarcie
Adi Kumbeswarar – Tam na zewnątrz murów świątynnych w oczekiwaniu na jej otwarcie

Do świątyni wchodzi się długim, bo 100 metrowym korytarzem o wysokości prawie 5 metrów. W świątyni znajduje się pięć posrebrzanych rydwanów używanych do noszenia świątynnych bóstw podczas uroczystych okazji. Świątynia jest największą świątynią Siwy w Kumbakonam, ma 9-piętrową rajagopuram (bramę) o wysokości 39 metrów i nie można w niej wykonywać zdjęć ani fotografować. Pomimo tak wielu obostrzeń związanych z moim pochodzeniem oraz niemożliwością posługiwania się aparatem fotograficznym zupełnie niespodzianie już wewnątrz przybytku przypomniały mi się słowa Mahatmy Gandhiego:

Szczęście jest wtedy, gdy to, co myślisz, co mówisz i co robisz, jest ze sobą w harmonii.
Happiness is when what you think, what you say, and what you do are in harmony.

Adi Kumbeswarar
Adi Kumbeswarar Temple

W drodze do Thanjavur, kilkanaście kilometrów od Adi Kumbeswarar Temple znajdowało się kolejne miejsce mego krótkiego postoju. Magicznie otulana przez  żółto-złote promienie zachodzącego słońca, świątynia Gangaikonda Cholapuram, miejsce intrygujące i wyjątkowe. Pora dnia z każdą chwilą stawała się co raz bardziej niesprzyjająca fotografii ale co było robić? Jedna taka szansa na sto!

Jeżeli marząc – nie ulegasz marzeniom;
Jeżeli rozumując – rozumowania nie czynisz celem;

Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej

Korzystałem więc z zastanego światła, ciesząc się dźwiękiem nisko przelatujących ważek, które właśnie teraz postanowiły powitać nadchodzący koniec dnia. Gangaikonda Cholapuram to mała miejscowość swoimi korzeniami mocno osadzona w średniowiecznej historii Indii. To tu znajdowała się stolica dynastii Chola, najdłużej panującej w historii południowych Indii. Najwcześniejsze datowane odniesienia do tej tamilskiej dynastii znajdują się w inskrypcjach z III w p.n.e.

Tu znajduje się świątynia o tej samej nazwie co miejscowość w której została wybudowana Gangaikonda Cholapuram. Jej monumentalny charakter architektury przewyższa w jakości rzeźbiarskiej to co ujrzałem do tej pory. Nie znając zupełnie niuansów stylów, tu potrafiłem, zauważyć dostojeństwo i zarazem lekkość, zatrzymać się i podziwiać przeszłość w milczeniu, z szacunkiem do nieznanego i niepojętego. Obok znajdują się ruiny starożytnego miasta i zaledwie resztki pałacu królewskiego, niestety tym razem ze względu na porę dnia nie mogłem ich zobaczyć.

Cudownie jest wiedzieć, że nad nami jest dokładnie to samo niebo, które zadziwiało swą naturalną urodą tysiące lat temu mieszkańców tych miejsc. Zatrważająca za to jest ignorancja ludzka pozwalająca niszczyć i zatruwać środowisko, wycinać zdrowe drzewa, bezrozumnie rozkrawająca na części ostatnie ostoje przyrody w parkach narodowych, bezceremonialnie wysługując się pachołkami rudowłosego, którymi się brzydzę!

To co dziś wiem, to co poznałem, jest kroplą w oceanie tego co pozostało do zrozumienia. W drodze do Pondicherry przez Udaiyarpalaiyam, gdzieś na ulicy pośród przemykających aut, na krótko miga mi przed oczyma dotknięcie słoniowej trąby w geście błogosławieństwa. Pamiętam jeszcze uliczne kontrole na granicach kolejnych dystryktów.

w niedrogim hotelu opierającym się o zapomnianą kapliczkę,
Pondicherry – w niedrogim hotelu elewacją opierającym się o zapomnianą kapliczkę

Wieczorem zakwaterowałem się w Pondicherry, skrawku kolonii Francuskiej, tego co po niej pozostało, w niedrogim hotelu elewacją opierającym się o zapomnianą kapliczkę, wyróżniającą się od innych budynków jedynie biało-czerwonymi pasami niezręcznie wymalowanymi na jej ścianach… narodziny, śmierć, narodziny, śmierć, narodziny…

0

Leave a Reply / Zostaw komentarz:

Comments 4

  • Emilia |PsychologiaFotografii01/07/2018 at 4:52 am

    Świetne zdjęcia! Zazdroszczę podróży 🙂

  • tatul01/07/2018 at 8:49 am

    Czytam i czytam i zastanawiam się, czy my Europejczycy mamy związki z ludami zamieszkujący Subkontynent Indyjski. Nawet zacząłem szukać informacji na ten temat, ale tyle teorii na ten temat istnieje, że odpowiedzi wprost nie znalazłem. Pomyślałem, że jeśli przekazali nam coś w genotypie, coś w językach, to być może i w kulturze?
    Czy w czasie podróży dało się coś zauważyć? A może w zgłębianiu ich historii oraz materialnych śladów w dobrach kultury i sztuki wskazywałoby na jakąś kontynuację?

    • Dariusz01/07/2018 at 11:01 am

      Tatul, to chyba dziś jest niemożliwe do ustalenia chociaż… znam kilka połączeń, które trudno jest wytłumaczyć. Spójrz na słowo [wiedza] oznacza to co oznacza i nie ma w sobie niczego ukrytego. Najstarsze księgi hinduizmu to [wedy] księgi wiedzy. Podobieństwo tych wyrazów wynika ze wspólnego językowego praprzodka. Grupy tancerzy o których pisałem to cyganie, dziś znani na terenie Europy trochę z innej strony. [Suka] to smyczkowy instrument muzyczny, którego historia narodzin ginie w mrokach dziejów, jednak w rozmowie p. Pomianowska przyznała, że najbardziej prawdopodobnym miejsce jego narodzin była Azja. Nie chcę się już więcej rozpisywać ale gdy popatrzysz na niektóre zdjęcia tancerzy yakshagany ujrzysz świętych w aureoli podobnych do Rodowicz (to drugie oczywiście ironicznie). I jest coś jeszcze, coś co wcale mnie nie cieszy. W tym kraju panuje hinduski nacjonalizm, ale o tym jeszcze napiszę. Tatul, raz jeszcze dziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej!

  • Add Comment

     

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.