Kasztany czyli Walentynki według Miśka…

Czy drzemie we mnie romantyk? Zapewne tak. Czy 14 lutego obchodzę walentynki? Nie. Zatem dzisiejszy wpis będzie zupełnie różny od pozostałych. Ponad podziałami na lepszych i gorszych, będzie o jedzeniu, zdrowym, smacznym i co najważniejsze panowie, sprawi, że jej serce zabije mocniej!

Jednym z popularnych powiedzonek jest kilkukrotnie użyty w serialu „Stawka większa niż życie” parol: „W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle” – „Zuzanna lubi je tylko jesienią. Przysyła ci świeżą partię.” pamiętacie to jeszcze? Pogoda za oknem nie sprzyja śnieżnym zabawom, do walentynek pozostało cztery dni, a do jesieni jeszcze sporo czasu. Co więc zrobić w takim przypadku? Po pierwsze nie wpadać w panikę, a po drugie nie czekać na możliwość jesiennej podróży do Francji. Wystarczy przejść się do najbliższego sklepu spożywczego i połączyć przyjemne ze smacznym by na walentynkową kolację przygotować pieczone kasztany. Przepis na nie znajduje się w galerii pod kolejnymi fotografiami przedstawiającymi proces przygotowania. Tak na marginesie czy wiecie, że święto zakochanych trafiło i zagościło na dobre w Polsce dopiero w latach ’90?

Wracając do tematu kasztanów i niezwykłej walentynkowej kolacji. Kasztany jadalne posiadają wiele wartości odżywczych, które zostały docenione w starożytnej Grecji i imperium rzymskim. W średniowieczu, mnisi wykorzystywali ich działanie lecznicze stosując je z powodzeniem w medycynie. Obecnie ze względu na dużą zawartość sacharozy, kwasu jabłkowego, cytrynowego i lecytyny kasztany jadalne znalazły swoje miejsce w kuchni! I nie ma się co temu dziwić bowiem można w nich znaleźć znaczne ilości wzmacniających nerwy i układ odpornościowy witamin z grupy B i sporo obniżającego ciśnienie potasu. Nie brakuje w nich również zdrowego tłuszczu – 2/3 stanowią tłuszcze nienasycone. Zatem smacznego i miłego oglądania!

Zanim jednak na dobre zajmiecie się spożywaniem kasztanów wspólnie ze swą walentynką, polecam delikatną strawę duchową. Króciutkie opowiadanie napisane przez jednego pastora z Ohio. Przeczytajcie i zastanówcie się jak ważne jest… no właśnie to już zostawiam Waszej interpretacji. Oto ono:


Ani jedna walentynka!

Mały Chad był cichym i nieśmiałym chłopcem. Pewnego dnia wrócił do domu i oznajmił matce, że chciałby przygotować walentynkę dla każdej osoby ze swojej klasy. Serce matki ścisnęło się z bólu. Chciałabym, żeby porzucił ten zamysł, pomyślała, gdyż wiele razy obserwowała, jak dzieci wracały razem ze szkoły. Jej Chad zawsze podążał kilka kroków za grupą rówieśników. Dzieciaki śmiały się, rozmawiały i brały pod ręce, ale nigdy nie włączały Chada do swego kręgu. Mimo wszystko kobieta zdecydowała, że pomoże synowi w realizacji jego zamierzenia. Kupiła mu papier, klej i kredki. Przez trzy tygodnie każdego wieczoru Chad trudził się nad wykonaniem trzydziestu pięciu walentynkowych kart.
Nadszedł ranek Dnia Świętego Walentego i Chad wprost nie posiadał się z podniecenia. Starannie ułożył kartki, zapakował je do torby i wybiegł z domu. Matka postanowiła, że upiecze jego ulubione ciasteczka, które poda mu na lunch ze szklanką mleka. Dobrze wiedziała, że jej synowi będzie przykro, więc może ciasteczka nieco złagodzą smutek. Myśl o tym, iż Chad na pewno nie dostanie wielu walentynek, a może nawet wróci bez żadnej, sprawiała jej ogromny ból.
Po południu postawiła na stole ciasteczka i szklankę mleka. Usłyszawszy gwar dziecięcych głosów, wyjrzała przez okno. Jak zwykle dzieci zbliżały się całą gromadą, śmiejąc się i bawiąc w najlepsze. Za nimi jak zawsze maszerował Chad. Tego dnia szedł nieco szybciej niż zazwyczaj. Była pewna, że jej synek wybuchnie płaczem jak tylko wejdzie do domu. Zauważyła, że Chad ma puste ręce, więc kiedy otworzyły się drzwi, pospiesznie przełknęła łzy.
– Przygotowałam dla ciebie ciasteczka i mleko – powiedziała.
Chad jednak zdawał się nie słyszeć jej słów. Maszerował dziarsko z twarzą rozjaśnioną uśmiechem i powtarzał tylko:
– Ani jednej. Ani jednej…
Serce matki ścisnął ból.
A potem jej syn dodał:
– Nie zapomniałem zrobić ani jednej. Ani jednej!


Dale Galloway

0

FB comments:

Comments 3

  • tatul02/15/2018 at 1:49 am

    Pięknie. Chad zrealizował swój zamysł, a jaki osiągnął efekt? Może nawet żaden, ale może tylko on w całej klasie miał takie postanowienie?
    A co do kasztanów…
    Bylem kiedyś w Nowym Jorku. Trzy dni. Bez pieniędzy . Starałem się zobaczyć jak najwięcej łażąc po centrum z zadartą głową i otwartą (z zachwytu) buzią. Gdy napotkałem ulicznego sprzedawcę kasztanów i hot dogów, to mimo że miałem ochotę spróbować kasztanów(zapamiętanych z kultowego filmu. a zawartego w haśle:Najlepiej smakują na Placu Pigalle) to wybrałem hot doga. Przynajmniej była buła, parówka i do oporu musztarda.
    Innej okazji nie miałem. Muszę się tym zainteresować

    • Dariusz02/15/2018 at 11:00 am

      Tatul, ze świętem Walentego to jest tak, że na początku troszeczkę chciałem napisać o zespole Filipinki i piosence z 1964 roku „Wala twist”. Zaraz też pomyślałem, że znając realia sowieckiej krainy trudno będzie pisać o miłości i pierwszej kobiecie w przestrzeni kosmicznej. Wydaje mi się, że Walentyna Tiereszkowa była pierwszą, której nie tylko udało się odlecieć ale i powrócić na ziemię, a dziesiątki innych przed nią nie miały takiego szczęścia, wpis byłby więc dość niesprawiedliwy.

      Późniejszy ból karku, od zadzierania głowy wysoko, wysoko też doskonale pamiętam. W Nowym Jorku pomagałem w tym czasie znajomemu przygotować do druku jego książkę „Tęczowa Nowina czyli, wprowadzenie do Ewangelii wierszem” i wieżowce WTC były tam jeszcze. Wyboru jedzenia dokonałeś dobrego bo chociaż kasztany smakują wyśmienicie to może nie dałyby Ci takiej satysfakcji jak porządna parówa w bule?

      Warto byś tym się zainteresował, naprawdę warto. Obrane, ładnie zapakowane i czasem przygotowane na słodko lub pikantnie bywają do kupienia w sklepach tzw. azjatyckich. Warto się śpieszyć bo kasztany umierają. Zaraza idzie od wschodu i ogarnia coraz większe połacie Europy – cameraria ohridella. Jako ciekawostkę wygrzebałem fakt, który nie zmieścił się w poprzednim wpisie, że chociaż kasztanowców w Polsce sporo i nazywamy je kasztanami to prawdziwy kasztan jest drzewem z zupełnie innej rodziny. Właśnie jego owoce są jadalne w przeciwieństwie do owoców kasztanowca.

      Dziękuje za odwiedziny!

  • Walentynki i co dalej? • transcendentphoto.com03/10/2019 at 6:52 am

    […] walentynkowym święcie napisałem kilkukrotnie chociażby [TU], a także [TU]. Pisałem o smacznych prezentach czyli kasztanach, a także o muzyce i tańcu! […]

  • Add Comment

     

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.