Wiem, że nikt tego nie przeczyta…

Początkowo miał być to wpis opowiadający o muzyce i gotowaniu, lecz w chwilę potem, gdy zacząłem pisać, zdałem sobie sprawę, że tak być nie musi. Wiem, że nikt tego nie przeczyta więc pierwszego kwietnia zdecydowałem, że o chińskiej zupce i „Białym albumie” napiszę wkrótce.

Ze względu na wielu czytelników, którym sprawia kłopot czytanie ze zrozumieniem, postanowiłem zatrzymać się tylko na jednym temacie. Dziś będzie o mnie. To gwarantuje zainteresowanie.

Eugene Delacroix The Death of Sardanapalus Painting

Może ma to większy sens? – nie tak dawno zastanawiałem się głośno – przeglądając kilka powtarzających się wpisów na profilach znajomych, które mówiły coś o smarowaniu ciała masłem, zawijaniu się w śpiworze i czołganiu po kuchni jak ślimak. Dostrzegłem, że oprócz tej samej treści, skopiowanego i na nowo wklejonego tekstu, połączył je jeszcze jeden fakt, mało było pod nim tzw. lajków i komentarzy. Z małym wyjątkiem o którym na zakończenie.

Pomyślałem wówczas, że nie może to być przypadek. Czym więcej czytałem takich wpisów rozumiałem, że ma to przełożenie na treść umieszczoną bez zdjęć, tekstowy kontent bez wizualnego wypełnienia. Ucieszyłem się – być może powstało wirtualne sito? Cudownie zostaną oddzieleni od intelektualnych plew Ci którzy potrafią czytać? Niestety nie tym razem, po sprawdzeniu okazało się, że jest to, w ramach akcji #zostańwdomu odkopana z mroków historii, internetowa zabawa biorąca swój początek w roku 2014.

Kiedy byłem małym chłopcem czytałem książki, których nie powinienem nawet w moim wieku widzieć, a było ich przynajmniej kilkanaście. Jedną z nich była książka Leszka Szumana „Astrologia i polityka”. Temat, od chwili wydania do dziś, wciąż na czasie, a do tego budzi duże zainteresowanie pośród tych, którzy nie potrafią czytać postów bez zdjęć.

Wtedy zapoznałem się z szeregiem opowieści o końcu świata, które wspierane wizjami i przepowiedniami pewnej królowej oraz szeregu dziwnych kobiet o których wiedziała już tylko babcia, dawały mi niezłą jazdę. Potem, zapewne po najgorszych w moim życiu lekcjach religii, pojawiły się kolejne wizje: jeźdźców apokalipsy, trzech dni ciemności, sądu ostatecznego…

Od tamtego czasu w moim życiu na długie lata zagościł strach i przerażenie. Groźba nieuchronnego końca życia wspierana była przez pojawiające się każdego roku nowe proroctwa i prawdziwe wydarzenia: stan wojenny, atak 9/11, koniec kalendarza Majów i kilka grupowych samobójstw podobno poprzedzających jakiś kolejny koniec. Był jeszcze ukryty kod Biblii a na moim błękitnym niebie pojawił się chemtrails nie wspominając dziesiątek innych wydarzeń. (łącznie z obecną karą dla świata w postaci kryzysu Covid-19 i asteroidą Bennu)

Każdego dnia czekałem na koniec. Najgorszy był jednak lęk, podobny do tego w jakim dziś żyje moja sąsiadka, zamknięta na cztery spusty we własnym mieszkaniu od ponad dwóch tygodni.

Lecz w końcu to się wydarzyło. Nie tak dawno. Kilka lat temu.

Wybuch atomowy na tle amerykanskiego miasta

Otworzyłem swój umysł. Wiem, że żyję tu i teraz. Wiem, że nie ma takiej mocy, która pozwala innym powiedzieć, że wiedzą coś na pewno.

Bowiem życie jest tu i teraz. Potem, lepszego już nie będzie.

Algorytmy rozpoznaja twarz

* A teraz mały wyjątek, czyli dlaczego pod pewnymi wpisami wstawiono więcej komentarzy i zdjęć. Obiecałem o tym napisać.

W zalewie wydarzeń dedykowanych akcji #zostańwdomu pojawiły się też te zachęcające do pokazywania swoich starych zdjęć z lat minionych. Jedną z takich akcji jest ta zatytułowana: Wstaw zdjęcie z dzieciństwa.

Zatem, skoro u pewnych osobników tak wielki strach wywołują przepowiednie, że muszą chodzić samotnie ulicą ze spuszczonymi oczami, a nie zrozumieli tego co zrobiła z mediami społecznościowymi firma Cambridge Analytica podczas ostatniej kampanii wyborczej, podpowiadam: właśnie dajecie możliwość nauki algorytmom. Wniosek? Tu pozostawiam wam wolne miejsce do wypełnienia. Pozdrawiam niezakłopotany.

0

Leave Comments:

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.