Sprawy o których muszę napisać

Znieczulony koktajlem hurraoptymizmu zasiadam do komputera by przygotować kolejny post, tym razem ze swego nowego podwórka, dziś będzie bowiem o sprawach o których muszę napisać mieszkając w Ameryce.

Wydaje się, że wyniki wyborów prezydenckich 2020 zostały już ostatecznie ogłoszone, lecz pod wieloma względami będą jedynie nic nie znaczącymi liczbami w porównaniu do tego co już się ujawniło: Ameryka jest inna niż ją wyobrażamy. To nie jest chwilowa aberracja to poważna usterka systemu, którą w co wierzę, da się jeszcze naprawić.

Na tej fotografii prezentuję album Gordona Lightfoota zatytułowany „Gord's Gold”

Fakt, że nieomal połowa uprawnionych głosowała na niego po raz drugi, że w tej samej grupie znalazły się kobiety, czarnoskórzy i latynosi, pomimo 10 milionów bezrobotnych, mimo że stracił więcej miejsc pracy niż wykreował, że kłamał, obrażał, że zachowywał się jak pijany dziad salonowy w niewytłumaczalny sposób potwierdza, że tu w Ameryce jak i niestety tam w Polsce trapi nas przykra choroba, przypadłość na którą nie znaleziono jeszcze lekarstwa.

Proszę, zwróćcie uwagę na to, że większość komentujących amerykańskie wybory prezydenckie używa lub używała liczb i cyfr reprezentujących poparcie jednego czy drugiego kandydata, cyfr by wyrazić procent szans na wygraną, ani razu nie wspominając, że liczby te reprezentują… ludzi. Każdy głos reprezentuje człowieka jak i to, że ćwierć miliona Amerykanów nie żyje. Gdyby nie było pomyłek, ani jednego problemu technicznego związanego z maszynami zliczającymi głosy, wówczas bym się zastanowił.

Trzeba być bezdusznym idiotą, kimś wyjątkowo wypełnionym miłością do samego siebie i nienawiścią do innych, by nie dostrzec faktu jak bardzo władza jest zależna od biznesów, które sama prowadzi z dala od wiary, kościelnych doktryn i niezgodna z przykazaniami. Mój ojciec był ślepy, a brat po prostu głupcem. Moja matka wciąż powtarzała, że najważniejsza jest miłość Boga, lecz to nienawiść pisze prawo. Nie znam się na polityce, jestem człowiekiem.

Po czterech latach prawnej brzydoty, przez moich polskich znajomych odczytywanej jako nieustającej walki z wrogami kościoła, legislacyjnych bubli, po tak jawnym lekceważeniu osób kolorowych, takiej nieludzkiej bezduszności wobec dzieci imigrantów i osób niepełnosprawnych, po tak sromotnej porażce w walce z pandemią nadejdzie czas gdy nasze zdrowie psychiczne przyjdzie nam z pomocą? Może jeszcze zatańczymy na grobie faszyzmu i nikczemności?

10 listopada 1967 roku miała miejsce premiera piosenki „Nights in White Satin” zespołu The Moody Blues. Utworu, który umieszczony na albumie „Days of Future Passed” odcisnął głębokie piętno na późniejszych produkcjach muzycznych artystów na całym świecie. 10 listopada 1975 roku SS Edmund Fitzgerald, podczas burzy, zatonął w jeziorze Superior, zabijając w ten sposób 29 członków załogi. Wydarzenie to stało się inspiracją dla kanadyjskiego muzyka folkowego Gordona Lightfoota do napisania piosenki o tej tragedii zatytułowanej „Wreck Of The Edmund Fitzgerald”. 10 listopada 2020 roku zamieściłem wpis zatytułowany „Sprawy o których muszę napisać” dotyczący przede wszystkim wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, tego jak je rozumiem. Po raz pierwszy wyraźnie napisałem też co myślę o łączeniu polityki i kościoła.

Uważny Czytelniku, którą z tych rocznic wybierzesz by za kilka lat celebrować humanizm?

Tego nie nauczą Cię politycy ani tym bardziej kaznodzieje, to zależy i zależało zawsze, tylko i wyłącznie od Ciebie. Patrząc na to z takiej perspektywy wydajesz mi się być cudem i fakt, że jesteś sobą, że istniejesz w tym momencie, ułamku sekundy i czytasz tego bloga, jest czymś niewytłumaczalnym. Dziękuję, że istniejesz gdzieś tam pod drugiej stronie ekranu.

2

Leave Comments:

Add Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.