Muzyka to pomost

Nie tak dawno musiałem umówić się na wizytę lekarską z powodu bólu głowy, który dręczył mnie od kilku dni. Lekarz zbadał mnie i zadał pytanie, które w takiej czy innej formie zadaje innym pacjentom i prawdopodobnie także tobie: „W skali od jednego do dziesięciu, jaki ból odczuwasz?”

Roześmiałem się i odpowiedziałem: „Czuję, że to moja dziewiątka ale pewnie wkrótce przekonasz mnie, że ból jest tylko na trzy”. W drodze powrotnej zadałem sobie to samo pytanie, tym razem jednak w skali od jednego do dziesięciu, chciałem dowiedzieć się jaki album muzyczny jest dla mnie najważniejszy. Muzyka leczy, wspaniała muzyka dotyka naszych dusz.

Na zdjęciu prezentuję okładkę pierwszego albumu Alan Parsons Project

Bezdyskusyjnie tym, którzy mnie znają, odpowiedź wyda się po prostu oczywista i nie ma co tu więcej dyskutować, dlatego już na wstępie chcę rozwiać wszelkie wątpliwości, dzisiejszy wpis dotyczyć będzie kogoś innego, choć także Brytyjczyka.

Muzyka jest dla mnie rodzajem pomostu, pomiędzy tym co bezpowrotnie minęło, a tym co przyniesie przyszłość. Jedna ze znajomych widząc moją kolekcję winylowych płyt zakrzyknęła: „Ależ ty masz starą muzykę!”. Pojęcie starej muzyki nie istnieje, to jakiś intelektualny zgrzyt, zawsze jest czas, by cieszyć się wspaniałą muzyką, a do tego cudownymi wykonawcami, twórcami największych przebojów w dziejach kultury Zachodu!

Na zdjęciu pomost, ktory reprezentuje połączenie przeszłości z teraźniejszością.

Moja historia opowiada o producencie, autorze tekstów i wspaniałym muzyku jakim jest Alan Parsons. Jego kariera rozpoczęła się gdzieś w październiku 1967 gdy mając zaledwie 18 lat rozpoczął pracę jako asystent inżyniera w Abbey Road Studios, tam czynnie asystując przy powstaniu takich albumów jak „Abbey Road” czy „Let it be” The Beatles. To właśnie on ustawiał instrumenty i sprzęt podczas ostatniego, wspólnego koncertu na żywo chłopaków z Liverpool na dachu Apple Corps przy 3 Savile Row w Londynie.

Parsons stał się stałym gościem w Abbey Road Studios, pracując nad innymi wspaniałymi albumami, w tym dla Wings, Red Rose Speedway czy Wildlife i wiele innych. Jednym z najważniejszych był naturalnie album Pink Floyd, „The Dark Side of The Moon” za który Alan Parsons otrzymał swoją pierwszą nominację do nagrody Grammy. Od tego czasu dał się poznać jako osoba, która przekraczała swój zakres obowiązków inżyniera dźwięku, a „The Dark Side of The Moon” stał się nie tylko najbardziej legendarnym albumem wszechczasów lecz także najbardziej sprzedawaną płytą w historii muzyki.

Alan Parsons z gitarą podczas koncertu

Album, który wybrałem z obszernej dyskografii Alan Parsons Project, jest płytą wyjątkową z wielu względów, dla mnie jednak przypomina to co napisałem wcześniej: stanowi pomost pomiędzy tym co bezpowrotnie minęło i tym co jeszcze nastąpi. Jest jak niewidzialny pomost pomiędzy muzyką Debussy’ego i jego zauroczeniem poezją Edgara Allana Poe, a współczesną interpretacją przez Parsonsa i Woolfsona.

Eric i Alan spotkali się latem, któregoś dnia 1974 roku w stołówce Abbey Road Studios. W tym czasie Parsons miał już za sobą „Abbey Road”, „Let it be” oraz „The Dark Side of the Moon”. Woolfson, był autorem tekstów i kompozytorem, pracował też jako pianista sesyjny, wówczas komponując materiał do albumu koncepcyjnego opartego na twórczości Edgara Allana Poe. Woolfson znalazł sposób na połączenie talentów jego i Parsonsa. Alan Parsons wyprodukował i opracował piosenki napisane i skomponowane przez tę dwójkę, to był moment gdy narodził się zespół Alan Parsons Project. Pierwszym ich wspólnym projektem był wydany w 1976 roku przez 20th Century Fox Records album zatytułowany „Tales of Mystery and Imagination (Edgar Allan Poe)”.

Koncert marzeń, Chicago 2018, Alan Parsons Project

Debiutancki album tej dwójki muzyków ukazał się 1 maja 1976 roku i od razu wylądował na szczycie wszelkich list przebojów oraz ważnych muzycznych notowań i to on właśnie stał się fundamentem dla przyszłych albumów koncepcyjnych Alan Parsons Project. „Tales of Mystery and Imagination” skrywa w sobie kilka ważnych dla muzyki faktów.

Utwór „The Raven” w którym aktor Leonard Whiting jest głównym wokalistą, a Alan Parsons śpiewa przez wokoder EMI był pierwszym utworem rockowym w którym użyto cyfrowego syntetyzatora dźwięku.

Część preludium „Zagłada domu Usherów”, choć niewymieniona w opisie, jest dosłownie wzięta z fragmentu opery „La chute de la maison Usher” Claude’a Debussy’ego, który powstał w latach 1908-1917. „The Fall of the House of Usher” to instrumentalna suita trwająca ponad 16 minut i zajmująca większą część drugiej strony płyty.

Okładka tego pierwszego, historycznego albumu, została zaprojektowana w Hipgnosis czyli przez samego Storma Thorgersona. Najbardziej znanego z bliskiej współpracy z grupą Pink Floyd przez większość ich kariery, a także autora grafik użytych na albumach Led Zeppelin, Phish, Black Sabbath, Petera Gabriela, the Alan Parsons Project, Genesis, Yes, Muse, Mars Volta czy Ween.

Oryginalna wersja albumu dostępna była przez kilka lat wyłącznie na winylu i kasecie, nie była od razu dostępna na płytach kompaktowych bowiem komercyjna technologia zapisu CD nie była dostępna na rynku do 1982 roku.

Dźwięki orkiestry nagrane zostały w Kings Way Hall w Londynie, które miały cudowną akustykę, lecz znajdowały się zbyt blisko stacji metra, co powodowało niekończące się problemy. Nagranie orkiestrowe było często przerywane. Jeśli na albumie „Tales of Mystery and Imagination” ktoś z Was usłyszy bardzo niskie dudnienie, to… może to być efektem działań Edgara Allana Poe. Dla innych to raczej londyńskie metro.

W roku 1987 Parsons całkowicie zremiksował album „Tales of Mystery and Imagination”, dołączył dodatkowe fragmenty gitary i przede wszystkim otwierającą narrację tuż przed „A Dream Within a Dream”, której autorem jest Orson Wells.

Orsona Wellsa, czytającego Edgara Alana Poe, można raz jeszcze usłyszeć w preludium do „Zagłady domu Usherów”:

Alan Parsons z gitarą podczas koncertu

Shadows of Shadows passing… It is now 1831… and as always, I am absorbed with a delicate thought. It is how poetry has indefinite sensations to which end, music is essential since the comprehension of sweet sound is our most indefinite conception. Music, when combined with a pleasurable idea, is poetry. Music without the idea is simply music. Without music or an intriguing idea, the color becomes pallour, man becomes carcass, home becomes catacomb, and the dead are but for a moment motionless.

Według raportu Recording Industry Association of America (RIAA), jak donosi CNN, płyty winylowe stanowiły 231,1 miliona dolarów sprzedaży muzyki w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku, podczas gdy płyty CD przyniosły tylko 129,9 miliona dolarów w tym samym okresie. Raport zauważa również, że przychody z płyt winylowych jako całości wzrosły o cztery procent w pierwszej połowie 2020 roku, podczas gdy sprzedaż płyt CD wydaje się gwałtownie spadać, spadła o 48 procent.

0

Leave Comments:

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.