[vc_row][vc_column][vc_custom_heading text=”Wąskie, uśmiechnięte, zdeptane stare uliczki pełne gwaru. Estakady szos, szarzyzny i kurzu. Przetacza się po nich codziennie niespokojny strumień ludzkich głów. Po ulicach, tej, tamtej, kolejnych. Moje spojrzenie na Irena Siwek w DreamBox Gallery.” font_container=”tag:h4|text_align:left|color:%231764c8″ use_theme_fonts=”yes” css=”.vc_custom_1533826960252{padding-bottom: 25px !important;}”][vc_row_inner content_placement=”top” css=”.vc_custom_1532021925923{margin-top: 0px !important;margin-bottom: 0px !important;padding-bottom: 5px !important;}”][vc_column_inner width=”1/5″][cesis_post_info i_date=”yes” i_sep=”yes” pi_color=”#819fc6″ margin_top=”-10″ margin_bottom=”35″][/vc_column_inner][vc_column_inner width=”4/5″][cesis_line_divider pos=”cesis_line_d_left” height=”5″ width=”full” color=”#819fc6″ margin_bottom=”25″][/vc_column_inner][/vc_row_inner][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column][vc_column_text]Wąskie, uśmiechnięte, zdeptane stare uliczki pełne gwaru. Estakady szos, szarzyzny i kurzu. Przetacza się po nich codziennie niespokojny strumień ludzkich głów. Po ulicach, tej, tamtej, kolejnych. W lewo, w prawo, przed siebie i wstecz. Więc potykamy się w tym tłumie o siebie, uderzamy, nie raz stajemy twarzą w twarz, mówimy coś do siebie, odchodzimy i biegniemy dalej. Zmieniamy codzienne, znoszone sweterki. Potem je cerujemy, naszywamy łaty by przetrwać kolejny dzień w gromadzie. Nazajutrz znowu się o siebie stukamy, pocieramy, uderzamy, powstają dziury na codziennym ubraniu wydarzeń. Dopóty, dopóki nie spotkamy kogoś innego. Mamy pojęcie o każdym, oceniamy i osądzamy. Wydajemy, ferujemy wyroki, wiemy lepiej. Właśnie z takiej zatłoczonej, szerokiej ulicy po przeszło godzinnym zamknięciu w czterokołowej metalowej puszce dotarłem do celu. Dotarłem do DreamBox Gallery.

Prace Ireny Siwek stają w opozycji do tego co nas konsumuje. Na płaskiej przestrzeni papieru, kartonu, powstają rozpadliny detali. Pełno tu zagmatwanych kresek, kółek, pociągnięć piórkiem, tuszem. W arcymistrzowski sposób wyłaniają się z nich postaci dobrze znane lecz obce. Uwikłane w koloryt ubrań lub odcieni włosów tworzą kolejną misterną kompozycję opowieści o tym co pokazuje lustro. W czym zamyka się nasza znajomość kotów, ryb, ptaków i oczywiście nas samych. Ciekawie uchwycona kobiecość na jednym z nich nie próżnuje w dialogu pomiędzy rybimi ośćmi na drugim. Przenika wzdłuż włosów niemal tak jak makaron stający w poprzek zębów widelca na drugim rysunku. Szczerzy zęby rudej jegomości i trzyma w zawieszeniu pytanie: a jak to możliwe?

Prace Siwek nie mieszczą się w wolnej klasyfikacji sztuki tu i teraz, nie znoszą chaosu i pośpiechu. By ujrzały światło galerii, wiele z nich potrzebowało miesięcy, godzin prawie benedyktyńskiej cierpliwości lecz efekt jest zaprawdę frapujący. Powstają przestrzenie malutkich, delikatnych wyciszeń. Prace nawołują do skojarzeń, nie przemyśleń, zatrzymania się, zastopowania lecz nie zadumy. Są i trwają w pogotowiu, rozwieszone na ścianach galerii, otwarte na zwiedzających, ciekawskich, tłum wlewający się w te wolne, niedopowiedziane przestrzenie, które jeszcze na nich pozostały. Ze statycznej formy zamieniają się w galop i tak trafiają znów na ulice. Wąskie, uśmiechnięte, zdeptane lecz wciąż tętniące życiem.

[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]




