[vc_row][vc_column][vc_custom_heading text=”W sobotę 30 marca byłem uczestnikiem fenomenalnego koncertu Macieja Maleńczuka, po raz pierwszy występującego w Chicago. Skojarzenia daty i pewnych wydarzeń historycznych są jedynie luźno powiązanymi faktami.” font_container=”tag:h4|text_align:left|color:%231764c8″ use_theme_fonts=”yes” css=”.vc_custom_1554128762182{padding-bottom: 25px !important;}”][vc_row_inner content_placement=”top” css=”.vc_custom_1532021925923{margin-top: 0px !important;margin-bottom: 0px !important;padding-bottom: 5px !important;}”][vc_column_inner width=”1/5″][cesis_post_info i_date=”yes” i_sep=”yes” pi_color=”#819fc6″ margin_top=”-10″ margin_bottom=”35″][/vc_column_inner][vc_column_inner width=”4/5″][cesis_line_divider pos=”cesis_line_d_left” height=”5″ width=”full” color=”#819fc6″ margin_bottom=”25″][/vc_column_inner][/vc_row_inner][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column][vc_column_text]30 marca 1611 roku, wycofując się i ukrywając na Kremlu po dzień wcześniej dokonanej rzezi, Polacy podpalili Moskwę. 30 marca 408 lat później na scenie Fundacji Kopernikowskiej Maciej Maleńczuk głośno i wyraźnie zaśpiewał „Vladimir, ni chuja!” Czy to przypadek? Podczas koncertu w Chicago zabrakło twardogłowych, reprezentujących jedynie słuszny nurt narracji historycznej znad Wisły. Bez chwili zastanowienia zrezygnowali z nieprzeciętnej okazji uczestniczenia w uczcie intelektualnej z bardzo polskich pobudek. Przypadek? Nie sądzę.[/vc_column_text][vc_single_image image=”29085″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow_3d”][vc_column_text]Maciej Maleńczuk to głęboko polski, (odsiedział dwa lata za odmowę służby wojskowej) kiedyś nazywany bardem Krakowa, wokalista i gitarzysta rockowy, osobowość telewizyjna i według mnie, przede wszystkim poeta. Dziś uważany za najbardziej awangardowego i kontrowersyjnego polskiego artystę muzycznego.[/vc_column_text][vc_column_text]Za muzykę, nawet najgorszą, także tą z każdą sfałszowaną nutką, publiczność gotowa jest wydać krocie, pod warunkiem, że na scenie będą kolorowe światła, dymy i roznegliżowany chórek panienek. Tego zabrakło. Pojawił się artysta z jasno określonym światopoglądem i słowami piosenek wymagającymi skupienia, wsłuchania się w nie. Maleńczuk, artysta nieobliczalny, zabrał swoich fanów w podróż do korzeni, do mocnego, chropowatego i minimalistycznego grania. Przypomniał w ten sposób historię, która ukształtowała jego artystyczną postać z czasów występów na ulicach Krakowa.[/vc_column_text][vc_single_image image=”29096″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow_3d”][vc_column_text]O sile przekazu utworów Maleńczuka stanowiła zawsze jego bezkompromisowość. Tym razem było podobnie. Muzyk, w akompaniamencie dwóch gitar akustycznych i wzmacniacza, samotny na scenie, zaśpiewał swoje największe przeboje, a co najważniejsze, zamienił się w konferansjera i zapowiadał siebie najlepiej ze wszystkich. Jestem pewien, że podczas koncertu artysta na scenie nie czuł się samotny. Obserwował jak kłębił się przed nim i falował tłum fanów stęsknionych za barwą jego głosu, spijających słowa z jego ust. Nie rozumiejących dlaczego, ale chełpiących się z pobytu tu i teraz, z kolejnej puszki piwa, jedynie w ten sposób potrafiących zrozumieć piękno i siłę tekstów.[/vc_column_text][vc_single_image image=”29098″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow_3d”][vc_column_text]Koncert w Chicago stanowił jeden z przystanków podczas trasy koncertowej Maleńczuka w U.S.A. Koncert w Nowym Jorku, New Jersey i tylko jeden w Wietrznym Mieście. To wiele mówi o odbiorcach, a solowy występ artysty należał przecież do tych których nie powinno się przegapić, choćby ze względu na nazwisko wykonawcy po raz pierwszy występującego po drugiej stronie „wielkiej wody”.[/vc_column_text][vc_column_text]Maleńczuk zaśpiewał niemal o wszystkich polskich przywarach, politykach, tęczy, donosicielach, agitatorach czy zwykłych sprzedawczykach, było też o „nocnym ruchadełku” i głowie państwa, dostało się także rosyjskiemu prezydentowi. Pojawiły się utwory, z moim zdaniem genialnej płyty wydanej w 2011 roku „Wysocki Maleńczuka”, w idealnej interpretacji opowiadającej więcej o tamtych czasach niż setka felietonów produkowanych przez braci Karnowskich.[/vc_column_text][vc_single_image image=”29101″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow_3d”][vc_column_text]To piękny przywilej móc uczestniczyć w tak historycznych wydarzeniach. Prosto z Polski, gdzieś pomiędzy południem, a północą miasta, spotkać kogoś, kto myśli podobnie i głośno ze sceny wypowiada prawdziwe, choć bolesne słowa.[/vc_column_text][vc_single_image image=”29104″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow_3d”][/vc_column][/vc_row]





Znam pewną osobę, która twierdzi, że Maleńczuk, to muzyk z krwi i kości. Nie lubię spamować, ale mój blog został zablokowany przez facebook, więc publikuję adres tutaj http://www.tarotmarsylski.pl
W większości takie wpisy lądują w koszu lecz ten pozostawię 🙂