Nienapisany scenariusz dla Ukrainy

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało świat, a z nim i my, zdajemy egzamin z ludzkiej dojrzałości, podpisujemy się pod raportem z naszego człowieczeństwa. Nie ma tu złych ocen, lecz nie ma też dobrych. Nagrodą będzie istnienie, przetrwanie w pełnym tego słowa znaczeniu. Dla niektórych wyda się to nieprawdziwe, dla innych nieważne i zbędne, faktem jest, że na naszych oczach kończy się świat, który znaliśmy do tej pory.

Jak w laboratorium, w próbówkach, w zlewkach i krystalizatorach, mieszane polityczną bagietką i chwilę później przelewane do kolb miarowych, rodzą się nowe sojusze. Pipetą wiadomości wciągane na liche parowniczki, ulatują pustymi słowami, pozostawiając brudny osad, pył. Lakmusowe papierki organizacji pomocowych bez emocji zmieniają kolor, wskazując winnych zaistniałej sytuacji.

W tumanie − olejny na płótnie autorstwa Jacka Malczewskiego, stworzony w latach 1893-94

Dzisiejszy powstał kilka dni po ohydnym ataku sowieckiego kraju na Ukrainę, kilkanaście dni po tym gdy nieomal podjąłem decyzję, że nie powrócę więcej do pisania. Piszę więc go bardziej dla siebie, bo słowa zbieram powoli i staram się trzeźwo myśleć, analizować dostępne dla mnie informacje, zachować chłodny umysł. Nie potrafię tego, gdy buzują we mnie przeróżne emocje wymieszane ze strachem i obrzydzeniem. Nie potrafię zrozumieć tego co się dzieje.

Dla własnych, wewnętrznych potrzeb, wystukuję kolejne litery, by pomóc sobie znaleźć się w miejscu, w którym czuję się dobrze i bezpiecznie, bowiem tak tylko mogę zaznać spokoju ducha. Potępiam wojnę, potępiam agresję, w jakiejkolwiek formie by ona nie była. Potępiam tych, którzy wzbraniają się przed jakąkolwiek refleksją, ponieważ to ich nie dotyczy. Potępiam tych, którzy mówią do mnie, że nie znają lub mają za mało danych dotyczących tej niewygodnej i strasznej prawdy.

Teraz już potrafię zrozumieć i nazwać uczucie, które zamieszkało we mnie na dobre kilkanaście lat temu. Uczucie pewnego osamotnienia, płynięcia pod prąd i niedowierzania. Nie jestem politycznie zaangażowany i nie byłem, nie planuję też nurkować w tej mierzwie. Większość mówi, że nam ludziom jest ona potrzebna, zgadzam się. Jak to napisał Zbigniew Rokita „moi przodkowie użyźniali sobą dzieje, dzieje się na nich pasły i rosły, tłuste i obłe. Gdyby nie oni, nigdy by nie powstały barwne opowieści z dawnych diariuszy…” wiem, że pewnego dnia wszyscy bez wyjątku, przejdziemy na tamtą stronę, stając się częścią historii, w ten sposób użyźnimy glebę po tej czy tamtej stronie oceanu. Od nas samych zależy, co pozostawimy w ziemi, co po nas wyrośnie. Trzymam się z daleka od politycznej kiełbasy nafaszerowanej sterydami propagandy, kłamstw i pomówień. Trzymam się z dala od tej cholernie bolącej pewności, ciasno zamkniętej w jednym zdaniu – mój Bóg jest lepszy niż Twój.

Wierzę, zgodnie z zasadą, że zanim dojdzie do rewolucji, wydaje się to niemożliwe, a gdy do niej dojdzie, wydaje się nieuniknioną, że nadejdzie pokój, choć w ostatnim czasie bardzo kiepsko radzę sobie z prognozami. Mam także, ponad wszelką wątpliwość wiarę, że rewolucja nie będzie pokazywana w telewizji, wydarzy się za zamkniętymi drzwiami.

DakhaBrakha w Patio Theatre, Chicago 2019: Nina Harenecka – wokal, wiolonczela, bębny, Iryna Kowałenko – śpiew, jumbo, perkusja, bębny, żalijka, dudy, flet, akordeon, Ołena Cybulska – wokal, instrumenty perkusyjne, bębny, harmonijka, Marko Hałanewycz – śpiew, darbuka, tabli, didgeridoo, puzon, akordeon. Grupa jest względnie młoda i powstała na początku 2000 roku w Kijowskim Centrum Sztuki Współczesnej „Dach”, założonym przez młodych muzyków i folklorystów. Jej nazwa pochodzi od staroukraińskich słów znaczących „dawać i brać”. Sam zespół swoją działalność koncertową rozpoczął tak naprawdę w grudniu roku 2004 od publicznego występu na Placu Niezależności w Kijowie. Od tego momentu muzycy wielokrotnie występowali na międzynarodowych scenach podczas przeróżnych festiwali muzyki etnicznej, a także własnych koncertów. Zespół DakhaBrakha dobrze znają słuchacze z Polski, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Chin, Niemczech, Meksyku, Nowej Zelandii, Australii, Węgier, Francji, Hiszpanii, Szwecji, Holandii czy wreszcie Danii.

Są pewne wartości, których nie sposób wytłumaczyć tym, którzy żyją nadchodzącymi wakacjami, rozmiarem telewizyjnego ekranu lub wspomnieniem kolacji w luksusowym klubie. Powtarzałem w moich wpisach przez ostatni rok: to cud, że możemy tu być, czytać, rozumieć, słuchać. Tu w tej chwili i w tym momencie. Nie ma większej wartości niż postawa, która nacechowana jest pełnią wyrozumiałości i życzliwości, szacunkiem do człowieka i ciągłym pragnieniem oszczędzenia mu cierpień. Nie ma większej wartości.

Kto okrywa się purpurą JA — ginie, zostaje unicestwiony, wytarty gumką ze szkicownika świetnego autora komiksów. Jak wiele jesteśmy gotowi ponieść wyrzeczeń w imię tych, którzy w ułamku sekundy stracili wszystko? Jak długo zdołamy nie widzieć, nie słyszeć i nie mówić o tym co dzieje się od kilkunastu dni w samym środku cywilizowanego świata?

Napiszę to co wydaje mi się w tej chwili, w tym momencie najważniejsze: to nie jest tak, że codzienne uczestniczę w orgii strachu, wręcz odwrotnie moja uważność i świadome obserwowanie tego co dzieje się tam, gdzie umierają ludzie, stanowi dla mnie ostoje i pewność co do przyszłości. Ten tylko doceni życie, kto będzie wiedział, jak jest kruche, a będąc przygotowanym na odejście, mądrze z niego skorzysta.

Magia może się zacząć tylko tam, gdzie ludzkie serce bije dla drugiego człowieka. Tu i teraz, w tych niespokojnych czasach, bądźmy dla siebie uprzejmi. Przyjaźń uratuje świat, a miłość go uzdrowi. Fakt, że jesteś sobą, fakt, że istniejesz w tym momencie i możesz czytać tego bloga, jest swego rodzaju cudem. Jest w tym coś zasadniczo niewytłumaczalnego. Nie ma żadnej wiedzy, która wydaje się wystarczająca, aby rozwiać tajemnicę naszego pojawienia się tutaj, i cokolwiek wiesz, w cokolwiek wierzysz, cokolwiek zrobiłeś lub masz nadzieję zrobić, masz ten moment świadomego życia do rozważenia tu i teraz.

Jest taka stara przypowieść o pewnym nauczycielu, który zaprosił swoich uczniów do siebie, wziął kartkę papieru, a potem sprawnie i szybko narysował na niej czarny punkt. Wówczas ich zapytał: co widzicie? A oni zgodnie odpowiedzieli, że widzą czarny punkt. Wtedy nauczyciel powiedział: to tylko mała, czarna kropka i wszyscy o niej mówicie. Żaden z was nie dostrzegł o wiele większej, białej kartki papieru. ludzie, przede wszystkim widzimy zło, choć dobrego jest dużo więcej.

1

Comments 7

  • Ultra03/30/2022 at 3:35 pm

    Wojna wyzwala bestialstwo i najgorsze instynkty u człowieka, a jednak nie ma na świecie ani jednego dnia bez wojny, chociaż ona wywołuje morze krwi i łez.. Dlaczego w takiej kulturalnej Europie jest możliwa już nieomal trzecia wojna światowa? Dlaczego wolno być agresorem, czy tyranem? Nie wypracowaliśmy metod zapobiegających wojnom, życia dla pokoju, dlatego najeźdźcy czują się bezkarni. My z kolei wciąż mówimy o zbrojeniu i odwadze zwykłych ludzi. Przerażające jest to, że w XXI wieku pragniemy podbić kosmos, a tu na Ziemi nie umiemy rozwiązywać spraw pokojowo, a w dobie Internetu można wciskać propagandę, że Putin na Ukrainie wystąpił w obronie Rosjan….
    Przesyłam moc serdeczności

    • Dariusz03/30/2022 at 6:55 pm

      Dostrzegam jak nasz świat tkwi w nieładzie, tym zburzonym spokoju wewnętrznym, widać to też na zewnątrz, potrzebujemy znaleźć nowy sposób na życie. Tu, mam nadzieję, zgodzisz się ze mną – każdy z nas jest częścią tego światowego nieładu zarówno w sposób oczywisty, jak i niepozorny, napędzani jesteśmy naszą ambicją, chciwością, zazdrością i innymi formami emocji, które prowadzą prosto do konfliktów. Wciąż mówimy o zbrojeniu by wywalczyć pokój, krzyczymy by przywrócić ciszę. Nie wiem jak długo można wciskać ludziom propagandę i jątrzyć jadem ich umysły. Wiem, że będzie to trwało tak długo dopóty, dopóki nie wprowadzimy dostępności edukacji, nauczania niezwiązanego z żadną partią, religią i filozofią. Będzie to trwało tak długo dopóty, dopóki nie znajdziemy nowego sposobu na życie, na życie w pokoju i miłości.
      Bardzo wiele sprawiłaś mi radości swoim wpisem, odwiedzinami. Wiem, że jest ktoś, kto przeczytał ten tekst ze zrozumieniem. Dziękuję.

  • Ultra03/31/2022 at 5:12 am

    Bardzo mnie ucieszyłeś tym komentarzem. Podpisuję się pod każdym zdaniem 🙂
    Serdeczności i uściski

  • Aga R. Sarrafian05/23/2022 at 8:55 pm

    Jak pieknie zwierzasz sie Dariuszu-Diariuszu ze swoich ludzkich rozterek. Nie politycznych, nie religijnych. Ludzkich. Przyjmuje Twoje lagodne zaproszenie do siania rownowagi w naszym skotlowanym, biednym swiecie. Om.

    • Dariusz05/24/2022 at 12:46 pm

      W jednej z mądrych ksiąg napisano: „Zaprawdę, lepsza jest wiedza niż mechaniczna praktyka religijnego rytuału. Lepsza od wiedzy, jest medytacja. Ale najlepsze jest odrzucenie przywiązania się do rezultatów działań. Bowiem gdy to tylko nastąpi, przychodzi natychmiastowy spokój”. Zabrakło mi słów nieco z radości, stąd posiłkuje się cudzymi słowami, by pięknie Ci podziękować za odwiedziny.

      • Aga R. Sarrafian05/24/2022 at 9:50 pm

        Po prostu zyjmy, zyjmy godnie. Prawda jest. Dziekuje Ci, ze piszesz i myslisz i piszesz i sluchasz muzy. Ostatnio tak ciezko o spokoj.

        • Dariusz05/24/2022 at 10:54 pm

          Godnie, żyjmy godnie, pełni szacunku do innych ludzi, zwierząt i otaczającego nas świata, po którym stąpamy i do którego powrócimy… Dzięki Aga

  • Add Comment

     

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.