Pamięć bywa jak stary winyl — ma swój ciężar, który czuje się gdzieś w splotach słonecznych, zanim dźwięk w ogóle dotrze do uszu.
Wieczór w domu przy pracy. Światło monitora mojego Mac’a leniwie rozcina półmrok i rzuca słabe światło na ściany pokoju, za oknem wiosna szumi deszczem. Zwykła pora na przeglądanie zdjęć z ostatniej sesji, drobne poprawki i za chwilę kilkanaście kadrów ląduje w koszu. Wtedy naciskam >play<.
Pierwsze, co uderza, to werbel. Ciężki, arytmiczny, wojskowy. A potem głos — Tom Waits, którego z nikim nie pomylisz, warczący coś na granicy liturgii i złego snu. Tego nie da się słuchać w tle.
Kiedy myślę o Massive Attack, wracam do „Karmacomy” i „Angel”. Do genialnego remiksu „Mustt Mustt”, który korzeniami sięga Pakistanu, to jednak niezmiennie przywołuje mi obraz Iranu za Chomeiniego — miejsca, gdzie próbowano zamknąć muzykę w paragrafach dekretu. Bezskutecznie. Muzyka jest jak tlen. Nieposłuszna z natury.
„Boots on the Ground” to ich pierwszy singiel od prawie dekady. Waits śpiewa z perspektywy żołnierza — młodego, zdezorientowanego, wrzuconego w machinę, której nie rozumie i nie kontroluje. „Zabiłem brązowego mężczyznę, którego nigdy nie znałem… dławił się własną śliną, a jego twarz zrobiła się niebieska.” Uważam, że nie jest to głos agresora. To głos narzędzia. Kogoś, kogo użyto i wyrzucono — razem z butami, które zostały w piasku. Waits powiedział, że ta piosenka „nigdy nie wyjdzie z mody” — i ma rację, co jest przerażające samo w sobie.
Fotografie towarzyszące singlowi, stworzone przez artystę podpisującego się thefinaleye, działają tak samo bezlitośnie. Spędziłem lata z aparatem w ręku — dokumentowałem polską diasporę, chicagowski Chopin in the City, kuratorowałem wystawę Beksińskiego, gdzie mrok i apokalipsa opowiadały coś prawdziwego o ludzkiej kondycji. Wiem, co potrafi zrobić obraz, kiedy nie daje ci estetycznego dystansu.
Te zdjęcia nie dają. Pokazują naloty ICE, ludzi wyciąganych z domów, militaryzację policji. To nie jest dystopia z powieści. To ulice amerykańskich miast, lata 2020/26. My, emigranci, zwłaszcza ci z naszej części Europy, nosimy w sobie pewną trudną do wymazania, genetyczną pamięć ucisku. Zbyt dobrze wiemy, jak wygląda system, który krok po kroku odbiera wolność, zaczynając od najsłabszych.
„Boots on the Ground” nie zastąpi „Teardrop” na żadnej prywatnej playliście do kolacji. Jest zbyt złowieszcze, zbyt nieprzyjemnie prawdziwe. Wymaga od nas bezpośredniej konfrontacji z narastającą agresją i wojowniczą narracją, która w ostatnim czasie zyskała tak ogromne, społeczne przyzwolenie. Ale sztuka nie zawsze ma za zadanie koić, prawda? Czasem musi zedrzeć zasłonę. I ten ciężki rytm werbli robi to skutecznie.
Teraz wy też możecie to usłyszeć i obejrzeć.
Warto jednak zostać z tym klipem do końca. Wytrzymać ten niepokój, nie wyłączać po pierwszej minucie. Bo w finale pojawia się coś, co każdy z nas gdzieś wie — ale ujęte w jednym miejscu, w tej konkretnej chwili, po tym wszystkim, co poprzedza, robi wrażenie zupełnie inne niż zwykle. Nie zdradzę co. Po prostu dotrwaj. Czytaj i zrozum.




