trup

Dzień jak każdy inny, nie zapowiadał niczego co miałoby zmienić bieg życia. Rano śnieg, potem słońce, ot pierwszy dzień wiosny lecz tego ranka otrzymałem list, list od trupa, a raczej kogoś kto obiecywał życie sobie odebrać by pobłogosławić swoje kłamstwa. Ot i cały trup, taki na niby.

Żyje się raz i umiera się raz, obrażać można w nieskończoność, problemem jest tylko kto za tym podąża? Tak samo niedokształceni, tak samo gnojni? Myśli me broczą krwią sumienia gdy zdaję sobie sprawę w co się pakuję wstukując te słowa. Świat jest piękniejszy i słodszy jest niż cała ta paczka urojonych bzdur, silniejszy jest i groźniejszy jest, a nie jak ujadanie psów.

Kończy się muzyka, kończą się słowa, w jednej chwili. Kiedy kończy się muzyka, kiedy kończą się słowa… pora zgasić światła, niech wszystko ciemność przykryje. Ten kto był twoim przyjacielem odwróci się przeciwko tobie, ten kto trupem miał pozostać, drwić z innych dalej tak mocno będzie. Trupim jadem głupka pluć dookoła, listy rozsyłać i żegnać z krajem bogatym co sądem straszyć raczy.

Twoje milczenie mnie wzrusza, ta cisza sprawia, że jestem szczęśliwy, że dzień ten jest tylko dla mnie. Oczarowany, pozbawiony słów w obliczu zniesławień, pełen strachu, oddaje się w ręce królowej motyli. Tyle słów ci trupie poświęciłem, tyle długich zdań, więc teraz już tylko oczy otwórz sklejone kłamstwem, podszyte plugactwem, przebudź się. Czy to za późno?

Mój anioł rozłożył swe uwodzicielskie skrzydła, oczarował mnie czułością, pozwolił zapomnieć i wybaczyć, w końcu to ja mam serca dwa by jedno biło dla ciebie. Mój ciężar życia nie jest tak wielki bym nie mógł unieść twego. Teraz powstań i pozbieraj swoje życie z prochu…

 

0

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.