Samochód na trawe

Piszę te słowa nie dlatego, że są tymi najważniejszymi w dzisiejszej opowieści, lecz dlatego, że mogą przyczynić się do rozwiązania zagadki „mordercy idei”, tego nieuchwytnego momentu pojawiającego się w ludzkim umyśle, który zmusza do porzucenia wcześniej powziętych decyzji i konsekwentnie namawia do bezbrzeżnego lenistwa.

Chcę poznać odpowiedź na wiele pytań, nie na wszystkie, na wiele. Znać odpowiedź i efekt swoich działań. Tak o tym myślę. Tłumaczę też sobie, że pomogłoby mi to częściej podejmować prawidłowe decyzje, nie popełniać błędów i dążyć do obranego celu, no właśnie… do jakiego celu? Co jest tym celem? Być czy mieć? A może coś całkiem innego?

wnętrze kaplicy, Kutna Hora

Wpadając w rutynę, wykonując te same czynności, o tej samej porze, w tych samych okolicznościach, zwiększamy ryzyko zapadnięcia na chorobę Alzheimera, i to znacznie. Wyniki badań jednoznacznie wskazują, że ryzyko to, tylko z tego jednego powodu, może wzrosnąć nawet dwukrotnie. To dość wysoko. Więc jaki jest cel, do którego dążymy, bo przecież wydaje się pewne to, że dokądś zdążamy?

Niecały rok temu wystrzelono w i uruchomiono teleskop Jamesa Webba. W poniedziałkowe popołudnie prezydent USA Joe Biden pokazał pierwsze zdjęcie wykonane przez ten teleskop. Przedstawia ono zespół galaktyk oznaczonych jako SMACS 0723, uformowanych wkrótce po Wielkim Wybuchu ponad 13 mld lat temu. Zdjęcie wykonane w podczerwieni pokazuje wycinek nieba odpowiadający ziarnku piasku wyciągniętemu przez obserwatora na długość ręki. Powstało dzięki zjawisku soczewkowania grawitacyjnego. W tym samym czasie na ulicy mijają nas ludzie udowadniający, że ziemia jest płaska, pandemia to zabójcze działania Bill’ego Gates’a i że do kraju nad Wisłą w większości przyjeżdżają Ukraińcy, pragnący wzbogacić się na świadczeniach socjalnych im oferowanych. Bo przecież wojny nie ma……

galaktyki SMACS 0723

Prawie każdy, tak sądzę, przynajmniej raz w życiu doświadczył paraliżu sennego. Wygląda to tak, że jesteś na wpół przytomny i nie możesz się ruszać, ale jesteś w pełni świadomy tego, co dzieje się wokół ciebie. Zwykłą reakcją wydaje się zatem postawienie pytania: czy śnię to co dookoła? Odrętwienie dla wielu zdaje się być jedyną receptą na życie, zatracanie się, do końca w tkliwych dźwiękach „malinowej dziewczyny”, bez chwili wytchnienia naciągając na uszy kołdrę uszytą z nieśmiertelnego „gdybym tylko chciał”. Oczekiwań i postaw roszczeniowych jest o wiele więcej, trudniej jest bowiem dać, lecz przede wszystkim, wysłuchać ze zrozumieniem.

Kilka dni temu, na początku lipca, rząd Indii, wprowadził powszechny zakaz używania plastiku jednorazowego użytku. Zakaz obejmuje m.in. słomki, sztućce, zatyczki do uszu, folie opakowaniowe, plastikowe patyczki do balonów, cukierków czy lodów. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych, w oceanach na całym świecie znajduje się obecnie około 100 milionów ton plastiku. Za niecałe 30 lat w oceanach może być więcej plastiku niż ryb. A niektórym Słowianom trudno jest zrozumieć brak wody, suszę, zmiany klimatyczne i zasadę działania żarówek energooszczędnych. Jeszcze trudniej jest otworzyć umysł na naukę, gdy dominują rytuały żywcem przeniesione z okresu, gdy trzech papieży, wyraźnie stawiało kropkę po słowie: chciwość. Bowiem wciąż są tacy, którym udział w pielgrzymce o deszcz, wydaje się jedyną formą walki o elektorat, o twardy elektorat.

wnętrze starej cerkwii w Bieszczadach

Wkrótce we wrześniu, minie 49 lat od dnia gdy Mick Jagger wyśpiewał fanom, do dziś nierozwiązaną zagadkę, kim jest tytułowy D.: Down in the graveyard where we have our tryst, // The air smells sweet, the air smells sick; // He never smiles, his mouth merely twists, // The breath in my lungs feels clinging and thick; // But I know his name, he’s called Mr. D, //And one of these days, he’s going to set you free. Kością niezgody w dyskusjach pomiędzy fanami muzyki Rolling Stones jest wymieniona w tytule osoba, której imię można odnosić zarówno do diabła (devil) jak i do śmierci (death). Co jeszcze Pan D. może zaoferować oprócz poczucia wolności? Romantycznie rzecz ujmując, koniec to miejsce, z którym wszyscy się spotkamy. Śnijmy więc słodko, dziś mało kto, może wybudzić się z sennego paraliżu.

Przez jednych ukochany, a przez drugich uwielbiany „The Great Gig In The Sky” to wyjątkowa kompozycja Ricka Wright’a, którą podzielił się z pozostałymi członkami zespołu w trakcie nagrywania albumu The Dark Side of The Moon w 1973. Całość opowiada o życiu powoli i stopniowo przechodzącym w śmierć. Stąd taka wściekła i intensywna jest pierwsza połowa utworu gdy umierająca osoba odmawia „delikatnego wejścia w tę dobrą noc”. Druga połowa jest nieco łagodniejsza, bardziej spokojna, to co ma się wydarzyć, jest nieuniknione. Utwór należy do tych wyjątkowych, gdy Pink Floyd, za sprawą realizatora płyty Alana Parsons’a, użyło kobiecego głosu w nieprawdopodobnie pięknej wokalizie. Nie ma bajek, legend, ani temu podobnych opowieści, nie ma wróżek, elfów, niesamowitych kolorowych wibracji, jest życie, a po nim śmierć. Nie wiadomo jak jeszcze wiele razy usłyszymy wulgarny dowcip o szelkach, to nie zmieni to faktu, że odejdzie to wszystko w niepamięć, zakończy się pewnego dnia tak, jak kończy się wielki spektakl na niebie, a w słońcu (dzięki prawom fizyki) ukaże się tęcza.

Rytuał pisania słów, powoduje uspokojenie, może przynieść ukojenie i odpoczynek.

0

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.