Marcin Wyrostek subiektywnie

Każdego porusza coś zgoła innego, jeżeli w ogóle porusza. Mnie na przykład, poruszył występ Marcina Wyrostka. Wiem, wiem, że akordeon, że wirtuoz, itd. nie o tym chcę napisać. Poruszył mnie ten występ z innego powodu, lecz jak to w takich przypadkach bywa, zacznę od początku.

Niedziele w polskim Chicago, po długiej przerwie spowodowanej pandemią, stały się ostatnimi czasy dniami wielkich wydarzeń. Kończą się bowiem pewne historie, a zaczynają nowe. Organizatorzy jeden przez drugiego, przygotowują, a to koncerty, a to kawiarniane wieczorki, wystawy, a czasem nawet tzw. dalekie wycieczki. Zawiązują się też nowe znajomości. Niedziela 16 października, należała do jednej z takich.

Marcin Wyrostek subiektywnie

Koncert, na którym miało mnie nie być, to srebrny koncert jubileuszowy, zarówno organizatora, czyli PaSO jak i samego artysty – Marcina Wyrostka. Sprawy się nieco skomplikowały, dając mi nieco swobody. W ten sposób mogłem uczestniczyć w koncercie. Z muzyką tak już jest, że jeśli dobrze podana, to nie tylko zalśni prawdziwymi kolorami, lecz przyćmi wszytko dookoła i nie trzeba będzie jej ubierać w światła, dymy i skąpo odziane dziewczęta.

Koncert przygotowany został zgrabnie. To znaczy nie tylko z powodu samej swej muzycznej treści, ale przede wszystkim z powodu tego czego na scenie widać nie było. Aby prawdziwie zabrzmiała muzyka w wykonaniu części orkiestry z wielkimi kotłami, muzyków ze skrzypcami, gitarami, fortepianem i wszelkiego rodzaju przeszkadzajkami perkusyjnymi, potrzebne były „słowa” dla tych wszystkich instrumentów. Poprawnie ułożone, napisane partytury, nuty. To było wyzwanie nie dla każdego, tego jestem pewien.

Ta część muzycznego widowiska, w której Wojciech Niewrzoł, zanim chwycił za batutę, rozegrała się poza moimi oczami. Ile czasu potrzebował na pracę ze świetnymi muzykami, wie tylko on jeden, ale jestem pewien, że wyzwanie to dla wielu nie byłoby ani łatwe, ani proste. Efekt końcowy długiego stresu i zdenerwowania, przekłada się na efekt końcowy jubileuszowego koncertu, którego świadkami, zostali przybyli tamtego wieczoru goście.

PaSO

PaSO

PaSO

PaSO

PaSO

PaSO

PaSO

PaSO

PaSO

PaSO

Jak to już jest w tego przypadku uroczystościach, całość wymagała odpowiedniego otwarcia, w którym miały się znaleźć podziękowania sponsorom i ułamek czasu dla tych, którzy potrzebują zaistnieć. Tak się stało. Byli więc goście w światłach reflektora, był i tłumacz, którego z wielką gracją, na wysokim poziomie, odgrywał Zbyszek Banaś, był też i nowy konsul generalny Paweł Zyzak, był prezes zarządu Arie Zweig i była też gospodyni tego wieczoru Barbara Bilszta. Byli również muzycy, bo to o nich przecież najbardziej chodziło. Prawda jest taka, że kultura nie jest obecnie w najlepszej kondycji, wie to każdy, kto czyta, chodzi do kina i słucha muzyki, nie wspominając już wizyt w muzeach. Zatem ten przydługi wstęp na początku koncertu, potrzebny był wszystkim, po obu stronach sceny.

to bezsprzeczny i w żadnej mierze niepowtarzalny wirtuoz akordeonu. Jest absolwentem Państwowej Szkoły Muzycznej w Jeleniej Górze, jest absolwentem Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, a obecnie także wykładowcą w macierzystej uczelni na Katedrze Akordeonu. Jest też członkiem Amerykańskiego Stowarzyszenia Akordeonistów. Artysta jest także założycielem i liderem projektów: Tango Corazon, Coloriage, Music and Dance Show. Jest również producentem i wydawcą własnych albumów, producentem tras koncertowych oraz koncertów galowych. Marcin jest przede wszystkim kreatywny i co najważniejsze, bardzo naturalny w tym co robi na scenie, a na scenie gra tak, że każdy zapomina o mijającym czasie. Jest do tego mistrzem improwizacji, a to jest prawdziwą sztuką, by jednym swoim występem, wejść w dialog ze zróżnicowaną publicznością zebraną w jednym miejscu i w jednej chwili zauroczyć ich swoją muzyką.

Od zarania dziejów zwykłe wydarzenia przypisywane były wielkim lub mniejszym wydarzeniom kosmicznym, spektaklom na niebie. Znajdowało to swoje odbicie w języku i obyczajach, rozróżniało kulturę członków różnych społeczeństw. Każde z nich podkreślano dźwiękami. To muzyka, ponad podziałami językowymi, prawnymi czy nawet wierzeniami, potrafiła połączyć ludzkie grupy wędrujące przez ogromne, otwarte przestrzenie. To muzyka stworzyła uniwersalny język wyrażania radości, miłości i smutku. Jednych nawoływała do walki, a innym pomagała przy pracy, później byli też i tacy, których dźwiękowa twórczość przetrwała setki lat, by nieomal w niezmienionej postaci dotrzeć do dnia dzisiejszego.

dsc 0437

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Marcin Wyrostek subiektywnie

Demokracja wymaga świadomych obywateli, a muzyka świadomych słuchaczy, którzy bez żadnych ograniczeń mogą czerpać radość z fenomenalnych interpretacji utworów muzycznych wykonywanych przez Marcina Wyrostka. Tego wieczoru w sali Fundacji Kopernikowskiej jego swoboda na scenie, zgrabne poruszanie się pomiędzy różnymi stylami i szybkie zmiany nastrojów, dogłębnie poruszyły zebranych.

Jak wcześniej napisałem, należałem do grona tych, których ta muzyka dotknęła, otworzyła inną czasoprzestrzeń, przywołała inne skojarzenia i pozostawiła po sobie mnóstwo wspomnień. Słuchając jego Palinki, Śmierci Marii Królowej Szkotów, a przede wszystkim fragmentu To Ostatnia Niedziela, a potem autentycznie dynamicznego utworu zatytułowanego Zrywany, przyszła mi do głowy pewna myśl. Przez cały czas byliśmy okłamywani. To nie jest nic nowego. Kilka lat temu, w roku 2018 podczas drugiej edycji festiwalu Chopin IN The City, miałem okazję przysłuchiwać się Mari Pomianowskiej w grze na suce biłgorajskiej. Wysłuchać jej opowieści o muzyce, dawnych tradycjach z nią związanych i drodze instrumentów, jaką musiały przebyć, by dotrzeć do Polski. To wtedy podczas tych koncertów zrozumiałem, co naprawdę znaczy muzyka folkowa, co straciłem, słuchając przez minione lata, wciskanej przez głośniki muzycznej propagandy. I takie odniosłem wrażenie podczas jubileuszowego koncertu Marcina Wyrostka, on swoją muzyką, jej interpretacją, wykonaniem i tym ile sił wkładał w swoją muzyczną opowieść – oddawał słuchaczom coś więcej, niż tylko kolejne nutki na pięciolinii, opowiadał o polskości. Snuł opowieść o pięknie, dobroci i o ucieczce. I gdy podczas bisu, na swoim czerwonym akordeonie, zagrał Children of Sanchez, Chucka Mangione z 1978 roku wiedziałem, że się nie mylę. Tam w filmie o tym samy tytule, córka próbuje uwolnić się od apodyktyczności ojca i stać się samodzielną kobietą. Tu na scenie, przed oczami widowni odbywał się spektakl przemieniania, gdzie zakuty w muzyczne kajdany zobowiązań wobec masowej kultury muzyk, wzlatuje na wyższe poziomy, uchyla drzwi do innego wymiaru, pozostawia je otwarte i ci, którzy za nim podążą, będą spełnieni.

Przecież jest tak, że muzyka pozostaje, zmieniają się tylko instrumenty. W końcu tyle już ludzkich istnień chodziło przed nami tymi samymi drogami, dziś tego nie pamiętamy. Zmieniły się imiona.

0

Comments 5

  • Barbara Bilszta Niewrzol10/22/2022 at 1:06 am

    Drogi Darku, dziękuje za te refleksje. Ująłeś w słowa kilka myśli – emocji, które ogarnęły także mnie podczas koncertu i nadal nie opuszczają, Spotkanie z Marcinem Wyrostkiem dało mi wszystko to, o czym piszesz, a także prawdziwą, szaloną radość z faktu, że oto dowód, że sztuka nie umiera, że jej siła pozostaje nienaruszona przez blichtr, komercje, głupotę, cynizm, że ocalała, choć świat wydaje nam się coraz brudniejszy, nieludzki, pozbawiony sensu i sił witalnych. Miałam przywilej spędzić z Marcinem wiele godzin — na rozmowach o sztuce, muzyce, o Polsce i o Ameryce, o ludziach tu – i tam. Wiele razy widziałam, jak wilgotnieją mu oczy, gdy mówił o sprawach ważnych, jak drży mu głos, gdy mówi o rodzinie, dzieciach, o wychowaniu, o przyjaźni, o muzyce, o naszych wspólnych wartościach… Nie przesadzę, gdy powiem, że przywrócił mi wiarę w ludzi, w artystów, w misję sztuki – i przekonanie, że siła takich jak on – choć jest ich tak niewielu – jest powalającą siłą dobra, siłą piękna, miłości, jedności, przyjaźni! Jestem pewna, że dotknęłam fenomenu – prawdziwego, życiodajnego. Los płata nam figle, lubi nas zaskakiwać. To jedno z najpiękniejszych spotkań w moim artystycznym i osobistym życiu. Cieszę się że mamy podobne odczucia. Pozdrawiam Cię najserdeczniej i bardzo dziękuję za piękne, zdjęcia.

    • Dariusz11/20/2022 at 3:13 pm

      Barbaro, jak pięknie to przygotowałaś, a ile sił i czasu włożyłaś w całość, wiesz sama, pisać o tym nie będę. Dziękuję, że mogłem na kilka chwil stać się uczestnikiem tego niezwykłego koncertu!
      Warto takie projekty wspierać, warto takie koncerty prezentować polskiej (choć nie tylko) publiczności. Ten niezwykły artyzm Marcina długo jeszcze rozlewał się słuchaczom w sercach, mówiło się o tym, wspominało. „Demokracja wymaga świadomych obywateli, a muzyka świadomych słuchaczy…” to nie jest puste zdanie bez pokrycia, to coś więcej niż moje oświadczenie. To fakt. Żaden z występów Eneja, Donatana i temu podobnych, nie ukryje dziury, wciąż powiększanej przez polskie media w kraju. Jeśli edukacja przestanie być towarem, to jej użytkownicy nie tylko zaczną zapełniać sale koncertowe, ale też będą żądać od organizatorów rozrywki na wyższym poziomie.
      Dziękuję za Twój trud i starania.

  • Ultra11/20/2022 at 2:37 pm

    Mam podobne odczucia po Twojej recenzji ze spotkania z muzyką Artysty, gdyż na koncercie nie byłam, a mimo to uważam, że muzyka nie tyle łagodzi obyczaje, lecz również uwrażliwia, co także czyni człowieka lepszym, bardziej wyczulonym na wnętrze i przeżycia. Muzyka jest ponad podziałami, więc łączy, a nie dzieli, jak to czynią ludzie.
    Zasyłam moc serdeczności

    • Dariusz11/20/2022 at 3:00 pm

      Droga Ultro,
      tak długo nie zaglądałem do Ciebie — przepraszam. Jak widzisz, nawet do siebie, tak często ostatnio nie powracam. Przygniotły mnie wydarzenia, a nie chcę pisać o smutkach, dziś mało kto ich potrzebuje, a pisać, by zamknąć dzień – nie chcę. Dlatego tak szczerze mogę napisać o radości, którą zawiało od Twych słów – to pięknie. Dziękuję Ci.
      Muzyka łączy, jak to napisałaś: „nie dzieli, jak to czynią ludzie”.
      Zima u mnie zaczyna się powoli, ot spadły liście, spadły płatki śniegu, słońce ostatkiem ciepła obdarowało zakochanych w naturze. Będzie zima. Dla jednych taka biała, z prezentami, z reniferkiem, ciasteczkami i mlekiem, a dla innych przyniesie śmierć. Nie mogę zrzucić z siebie tych strasznych obrazów zza polskiej granicy, to mnie blokuje, poraża. Miało nie być o smutkach.
      „Proces Pana Cogito” to kolejny ze spektakli przygotowany przez Teatr Nasz, którego poczynania śledzę czujnym okiem obiektywu. Mam nadzieję napisać o tym przedstawieniu. Jest bardzo trudne, wymaga wiele od odbiorcy. Wiesz, wróciłem nie tak dawno z Rzymu, dotknięty widokiem Dawida we Florencji i tymi wszystkimi decyzjami, które podejmowane były w miejscu, które obserwowane z Palatine Hill, zapiera dech w piersi. O historii boję się pisać.
      Ultra dziękuję, obiecuję odwiedziny w formie rewanżu.

  • Barbara Bilszta Niewrzol11/21/2022 at 12:58 am

    Dziękuję Darku – jak wspaniale spotkać bratnia duszę, być czasem wysluchanym, a nawet zrozumianym… Pozdrawiam najserdeczniej!

  • Add Comment

     

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.