Powrót na Most Westchnień

Most westchnień, po raz pierwszy angielska nazwa mostu Bridge of Sighs, została zapisana przez Lorda Byrona w XIX wieku jako tłumaczenie z włoskiego „Ponte dei sospiri” (co oznacza, że więźniowie wzdychają, widząc przez okna mostu piękno Wenecji).

Widok z Mostu Westchnień, był ostatnim widokiem na Wenecję, którzy skazani mogli zobaczyć zanim zostali uwięzieni. Bridge of Sighs /Most Westchnień/ to wydany w 1974 roku drugi solowy album oraz tytuł jednego z utworów brytyjskiego gitarzysty i piosenkarza Robina Trowera. Tomasz Beksiński w ostatniej audycji przyznał, że chciałby znaleźć się kiedyś w Wenecji i wziąć ślub pod Mostem Westchnień. Most Westchnień to idea.

Na zdjęciu prezentuję okładkę albumu Robina Trowera Bridge of sighs

Most to budowla łącząca brzegi rzeki lub innej przeszkody wodnej, umożliwiająca jej przebycie. W założeniach praktycznych, powinien łączyć dwa przeciwległe sobie punkty w przestrzeni. Pomagać, skracać drogę. Umożliwiać poprawną komunikację. Abstrakcja, kuriozalna sytuacja, niczym lakmusowy papierek politycznego podziału i rozdarcia. Może uda się go odbudować za pomocą pustych słoików po tłustym prowiancie? A do tego uda się stworzyć coś więcej, były szklane domy, będzie szklany most! Dwie absurdalne debaty. Muzyka. Most.

Dla Robina Trowera, po odejściu z zespołu Procol Harum, album Bridge of Sighs stał się komercyjnym przełomem, a piosenki „Bridge of Sighs”, „In this place”, „Too Rolling Stoned”, „Day of the Eagle” i „Little Bit of Sympathy” stały się obowiązkowymi filarami koncertów na żywo.

W rzeczywistości dni inkwizycji i zbiorowych egzekucji dawno minęły, gdy kończono budowę jednego z najpiękniejszych mostów Wenecji, a cele pod dachem pałacu do którego prowadzi most, zajmowane były raczej przez drobnych przestępców. Ponadto niewiele można było zobaczyć przechodząc mostem ze względu na kamienne kraty pokrywające okna.

„Most Westchnień” Robina Trowera nie opowiada więc o rozterkach przestępców prowadzonych na szubienicę, po raz ostatni patrzących na piękno Wenecji. Muzyka nie zainspirował także poemat Thomas Hooda o tym samym tytule, w ciemnych barwach malującego losy niewiernej żony oddalonej przez męża.

Robin Trower

Robin Trower twardo stąpa po ziemi i jego tytuł albumu (chociaż być może odbiera mu to odrobinę tajemniczości) zainspirował koń wyścigowy, którego imię zauważył pewnego dnia w gazecie w rubryce sportowej. Stało się dokładnie tak, jak mawiał Lawrence z Arabii „Wielkie rzeczy mają zazwyczaj skromne początki”.

Prezentowany przeze mnie na zdjęciu album Robina Trowera „Bridge of Sighs” kryje w sobie jeszcze jedną niespodziankę. Pierwsze tłoczenia płyty winylowej zostały zapakowane do (wbrew intencjom autora płyty) z błędem wydrukowanej okładki tej z odwróconym kształtem oraz zielonkawym kolorem. Ta dziwna pomyłka w późniejszych wznowieniach albumu została skorygowana.

„Bridge of Sighs” i praktycznie połączona z nim kolejna kompozycja „In this place”, według mnie, stanowią o różnicy muzyki od zalewu tandety. Lata ‘70, a szczególnie ich początek, to zwycięski marsz popu, Abba, Barbara Streisand, wdzierającego się na listy przebojów i zalewającego rozgłośnie radiowe. Nie ma w tym nic złego. W 1974 ukazały się „Diamond Dogs” David’a Bowiego, a Eric Clapton po wyjściu z heroinowego nałogu wydał solowy album „Ocean 461”.

Robin Trower

W Polsce języczkiem u wagi w roku 1974 były może dwa lub trzy albumy. Pierwszy to niewątpliwie długo oczekiwany album Budki Suflera zapowiadany singlem „Sen o dolinie”, drugi wart zwrócenia swojej muzycznej wrażliwości to „Kamienie” Breakout’ów oraz mój faworyt tamtego czasu „Ewa Demarczyk” czyli czarny, długogrający krążek Ewy Demarczyk.

I jak to kiedyś powiedział król Danii: Reszta jest milczeniem. Posłuchajmy, zanurzmy się w czas który minął, a który paradoksalnie w nas trwa. Westchnijmy po raz ostatni na moście oglądając się na to, co za sobą pozostawiamy odchodząc. Pamiętajmy, że piękno pozostanie w nas.

No sun – no moon!
No morn – no noon –
No dawn – no dusk – no proper time of day.

Thomas Hood

Album Robina Trowera „Bridge of Sighs” jest wspaniałym przykładem na to, jak można połączyć ze sobą rzeczy wydawałoby się niemożliwe do połączenia, imię wyścigowego konia i pewną idee. W życiu zdarza się często, że budowla łącząca brzegi rzeki lub innej przeszkody wodnej, staje się pomostem porozumienia, rozważnego podejmowania decyzji, które nie tylko zmieniają czas tu i teraz lecz wpływają na przyszłość.

0

Leave Comments:

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.