Bibliotekarz wspomnień przyszłości

Przymierzałem się do tego wpisu nieco dłużej niż zwykle. W końcu doszedłem do wniosku, że i tak nie uda mi się pokonać ogromnej ilości przeciwności i nie będzie to miało większego znaczenia, dlatego zdecydowałem się go opublikować w takiej nieco poszarpanej wersji.

Dwa lata pandemii, tych wszystkich krzyków, że jest i że jej nie ma, że spisek, że wymyślone, potem krwawa agresja na Ukrainę – zmieniły świat nie do poznania. Zmieniły go na zawsze. Piszę to, nie dlatego, że dobrze brzmi i przyciąga uwagę, lecz dlatego, że rozchodzące się po powierzchni wody okręgi, stały się faktem. Uderzył kamień, a efekt pozostaje długo widoczny.

Ukraina, collage by Dariusz Lachowski

Wyobraźcie sobie trumnę, zwykłą, drewnianą bez żadnych specjalnych „ficzers”, z dokładnie zamkniętą pokrywą, przybitą sporymi gwoźdźmi. Nie ma na niej krzyża, ani innych znaków, jest równo pomalowana, odbija słoneczne promienie. Widzicie już to? A teraz przyjrzyjcie się dokładniej, bowiem dno trumny jest zmurszałe, przegniłe, a do tego ktoś ją poruszył. Tak, wyczuwalny jest okropny smród. To Rosja.

Trudno oddzielić od siebie dwie rzeczywistości. Pierwszą, realną, w której żyjemy, chodzimy do pracy, kochamy i nienawidzimy sąsiada z wiecznie ujadającym psem, od tej drugiej, której przyglądamy się zza komputerowego okna-ekranu. Tej rzeczywistości z krzykliwych nagłówków z pierwszych stron gazet. To zadanie niemożliwe do zrealizowania. Niepojęte jak bardzo ten pierwszy, przesiąknięty jest tym drugim. Jak odróżnić od siebie świat ideologii i polityki od świata kultury? Co przetrwa ten pojedynek? Pełne przeróżnych konotacji i znaczeń, obrazy, utwory muzyczne i literackie nie umierają, nie ulegają tak łatwej dematerializacji, nie butwieją jak dno trumny.

Ludzki mózg to prawie półtora kilograma tkanki. To tam rodzą się: myśli, działania, marzenia i przebywają wspomnienia; mózg poprzez połączenia nerwowe wysyła bodźce szybciej niż błyskawica. Mózg jest aktywny od momentu przebudzenia do momentu zaśnięcia, a jego aktywność trwa nawet gdy śpimy. Mózg nigdy nie odpoczywa, nigdy nie mówi: „Skończyłem”.

Słowa rodzą się w mózgu. Słowa nie istnieją, gdy są niewypowiedziane, a gdy już się pojawią, zawsze mają nadawcę, trudniej jest z odbiorcą. Żyjemy w informatycznej bańce, atakowani takimi słowami, których dźwięk pragniemy usłyszeć. Próbami opisania znanej rzeczywistości, a próby te stają się przeróżne. Zaklinanie rzeczywistości, myślenie życzeniowe, wiara w gnomy i trolle. Próby takie, jak te od czasu do czasu pojawiające się w przestrzeni platform społecznościowych, ich dziwne i pokrętne konstrukcje, dają autorom chwilę wytchnienia, czyniąc z nich wzorowych prostaków, a czasem pożytecznych idiotów. Jedno stało się dla mnie oczywiste: jestem otoczony ludźmi bardzo dobrze wykształconymi, wysokiej klasy specjalistami w takich dziedzinach jak nanotechnologie, stosunki polityczno-ekonomiczne w Europie i na Świecie, administracja państwowa i oczywiście technologie wojskowe i decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach władzy. W tym samym czasie prawdziwi naukowcy zgadzają się bez zastrzeżeń: gdyby usunięto z powierzchni naszego globu wszystkie wirusy, zagładzie uległoby całe życie na Ziemi. Czyż nie jest to prawdziwie zabawne? (tu pytanie filmowe, jak brzmi odpowiedź: Every mammal on this planet instinctively develops a natural equilibrium with the surrounding environment but you humans do not. There is another organism on this planet that follows the same pattern. Do you know what it is?)

Gunther von Hagens - Body Worlds, USA

Gwiżdżący zawór bezpieczeństwa, zrzucający parę, napięcie, naddatek złych wiadomości. Autorzy, zdaje się, wierzą w moc słów rzucanych publicznie, choć te tracą znaczenie i całkowicie zmieniają swój sens, idą w zaparte. Przez krótką chwilę żarzą się blaskiem setek sztucznych żarówek, a potem tracą moc, zupełnie tracą, odpływają w strumieniu, kolejnych podobnych słów. Podłych jak one same, płyną w rynsztoku słów.

Wojna, to nie jest tak, jak z energooszczędną żarówką. Wchodzisz do pomieszczenia, zapalasz światło i ta żarówka, nagrzewając się, daje coraz więcej światła, jest jaśniej i widzisz więcej. Podobnie z myciem rąk, które powoli namydlasz, spłukujesz, a one wciąż są jeszcze zabrudzone, więc zmywasz je, namydlasz i tak kilka razy, aż staną się czyste. Wreszcie dostrzegasz, jak czyste są twoje dłonie. Wojna podąża w przeciwnym kierunku, czym dłużej trwa, nic nie staje się ani prostsze, ani łatwiejsze. Każdego dnia pochłania nowe życie, produkuje cierpienie. W mediach wzbudza zainteresowanie, by po kilku dniach, tygodniach, miesiącach stać się częścią szarej masy codziennych wiadomości. Przyzwyczajasz się mój drogi czytelniku, przyzwyczajasz. Wojna powszednieje. Czy powszednieją utracone życia? Tragedie? Dzieci? Kobiety? Okaleczeni mężczyźni?

Wiele osób wyobraża swój koniec jako szybki zgon, czasem nieoczekiwany i w pełnym zdrowiu. Zupełnie tak jak pamiętają z dzieciństwa zabawę nakręcanym samochodzikiem: działał, jeździł, aż tu nagle stop, zepsuł się główny mechanizm, pękła sprężyna. Ludzie są bardziej skomplikowani, taka śmierć dana jest nielicznym.

Faszyzujący filozof i nacjonalista Iwan Iljin, w literaturze nazywany ojcem duchowym Putlera, tak oto napisał o kraju sowieckim: „Rosja to najbardziej paskudny, do wymiotów obrzydliwy kraj w całej historii świata. Metodą selekcji wyhodowano w nim monstrualne moralne potwory, dla których samo pojęcie Dobra i Zła wywrócone jest na lewą stronę. W całych swoich dziejach ta nacja tapla się w gnoju i chce utopić w nim cały świat”.

Dwa lata pandemii i 3 miesiące wojny przypomniały mi wyjątkową scenę z filmu Ridleya Scotta, która w mojej pamięci ma swoje specjalne miejsce. Gdzieś na dachu jednego z wieżowców Los Angeles, w ramionach człowieka Ricka Deckarda ( Ford), umiera android Roy Batty (Rutger Hauer). Pada deszcz. Roy chwilę temu uratował życie Ricka, teraz z przebitą gwoździem dłonią, siada naprzeciwko i rozpoczyna swój ostatni monolog: „Widziałem rzeczy, w które wy ludzie nigdy nie uwierzylibyście. Nacierające statki pogrążone w ogniu gdzieś na poboczu Oriona. Widziałem promienie i wiązki światła, które mieniły się w ciemnościach w pobliżu Bramy Tannhäuser. Wszystkie te chwile zatracą się w czasie, niczym łzy na deszczu. Czas umierać”.

Dystopiczny świat z filmu Blade Runner, był niejednokrotnie porównywany do opisu piekła zamkniętego w Miltonowskiej wersji „Raju utraconego”. Natomiast z bardziej filozoficznej perspektywy, słowa i opis dalekich światów, mogą stanowić substytut pamięci – definiującej działania, które nigdy się nie wydarzyły i choć oderwane od przeżytych doświadczeń w warstwie słownej i emocjonalnej, określają osobowość i tożsamość wypowiadającej je osoby. Uważam, że w warstwie emocjonalnej, na poziomie naszych codziennych doświadczeń i doznań, jest odwrotnie, jesteśmy bowiem świadkami niezwykłych wydarzeń, które definiują przyszłość planety.

Wkrótce wakacje, wiele spotkań i jeszcze więcej emocji temu towarzyszących. Spędzę ten czas z bliskimi. Wśród nich Zamek w Sanoku i niezwykłe prace Mistrza Beksińskiego. Mam nadzieję, może nawet pewne przekonanie, że Te wszystkie chwile, momenty i wydarzenia, nawet po wielu latach, nie zostaną zatracone na zawsze. Jeśli już nie nam, to dzieciom, wnukom i następnym pokoleniom pozostawmy szanse na lepsze życie.

1

Comments 2

  • Aga Sarrafian05/23/2022 at 9:13 pm

    Jestes marzycielem. Jawi Ci sie niezwykla prawdopodobnosc: ze my, ludzie, jestesmy w stanie sie wreszcie czegos nauczyc z lekcji, ktore staja sie naszym udzialem. Prosisz, abysmy chocby wnukom zostawili cos dobrego, jakas swietlana przyszlosc. Obojetnienie czlowieka tak namacalne wlasnie teraz, staje sie norma. I powoli zaczynam sie obawiac, ze wlasnie ono bedzie gwozdziem w trumnie ze zmurszalym i cuchnacym dnem. Ech, D(i)ariuszu, niechby choc raz spelnily sie Twoje marzenia.

  • Add Comment

     

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.