[vc_row][vc_column][vc_custom_heading text=”Most westchnień, po raz pierwszy angielska nazwa mostu Bridge of Sighs, została zapisana przez Lorda Byrona w XIX wieku jako tłumaczenie z włoskiego „Ponte dei sospiri” (co oznacza, że więźniowie wzdychają, widząc przez okna mostu piękno Wenecji).” font_container=”tag:h4|text_align:left|color:%231764c8″ use_theme_fonts=”yes” css=”.vc_custom_1594067589034{padding-bottom: 25px !important;}”][vc_row_inner content_placement=”top” css=”.vc_custom_1532021925923{margin-top: 0px !important;margin-bottom: 0px !important;padding-bottom: 5px !important;}”][vc_column_inner width=”1/5″][cesis_post_info i_date=”yes” i_sep=”yes” pi_color=”#819fc6″ margin_top=”-10″ margin_bottom=”35″][/vc_column_inner][vc_column_inner width=”4/5″][cesis_line_divider pos=”cesis_line_d_left” height=”5″ width=”full” color=”#819fc6″ margin_bottom=”25″][/vc_column_inner][/vc_row_inner][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column][vc_column_text]Widok z Mostu Westchnień, był ostatnim widokiem na Wenecję, którzy skazani mogli zobaczyć zanim zostali uwięzieni. Bridge of Sighs /Most Westchnień/ to wydany w 1974 roku drugi solowy album oraz tytuł jednego z utworów brytyjskiego gitarzysty i piosenkarza Robina Trowera. Tomasz Beksiński w ostatniej audycji przyznał, że chciałby znaleźć się kiedyś w Wenecji i wziąć ślub pod Mostem Westchnień. Most Westchnień to idea.[/vc_column_text][vc_single_image image=”32442″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow_3d”][vc_column_text]Most to budowla łącząca brzegi rzeki lub innej przeszkody wodnej, umożliwiająca jej przebycie. W założeniach praktycznych, powinien łączyć dwa przeciwległe sobie punkty w przestrzeni. Pomagać, skracać drogę. Umożliwiać poprawną komunikację. Abstrakcja, kuriozalna sytuacja, niczym lakmusowy papierek politycznego podziału i rozdarcia. Może uda się go odbudować za pomocą pustych słoików po tłustym prowiancie? A do tego uda się stworzyć coś więcej, były szklane domy, będzie szklany most! Dwie absurdalne debaty. Muzyka. Most.[/vc_column_text][vc_column_text]Dla Robina Trowera, po odejściu z zespołu Procol Harum, album Bridge of Sighs stał się komercyjnym przełomem, a piosenki „Bridge of Sighs”, „In this place”, „Too Rolling Stoned”, „Day of the Eagle” i „Little Bit of Sympathy” stały się obowiązkowymi filarami koncertów na żywo.[/vc_column_text][vc_column_text]W rzeczywistości dni inkwizycji i zbiorowych egzekucji dawno minęły, gdy kończono budowę jednego z najpiękniejszych mostów Wenecji, a cele pod dachem pałacu do którego prowadzi most, zajmowane były raczej przez drobnych przestępców. Ponadto niewiele można było zobaczyć przechodząc mostem ze względu na kamienne kraty pokrywające okna.[/vc_column_text][vc_column_text]„Most Westchnień” Robina Trowera nie opowiada więc o rozterkach przestępców prowadzonych na szubienicę, po raz ostatni patrzących na piękno Wenecji. Muzyka nie zainspirował także poemat Thomas Hooda o tym samym tytule, w ciemnych barwach malującego losy niewiernej żony oddalonej przez męża.[/vc_column_text][vc_single_image image=”32433″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow_3d”][vc_column_text]Robin Trower twardo stąpa po ziemi i jego tytuł albumu (chociaż być może odbiera mu to odrobinę tajemniczości) zainspirował koń wyścigowy, którego imię zauważył pewnego dnia w gazecie w rubryce sportowej. Stało się dokładnie tak, jak mawiał Lawrence z Arabii „Wielkie rzeczy mają zazwyczaj skromne początki”.[/vc_column_text][vc_column_text]Prezentowany przeze mnie na zdjęciu album Robina Trowera „Bridge of Sighs” kryje w sobie jeszcze jedną niespodziankę. Pierwsze tłoczenia płyty winylowej zostały zapakowane do (wbrew intencjom autora płyty) z błędem wydrukowanej okładki tej z odwróconym kształtem oraz zielonkawym kolorem. Ta dziwna pomyłka w późniejszych wznowieniach albumu została skorygowana.[/vc_column_text][vc_column_text]„Bridge of Sighs” i praktycznie połączona z nim kolejna kompozycja „In this place”, według mnie, stanowią o różnicy muzyki od zalewu tandety. Lata ‘70, a szczególnie ich początek, to zwycięski marsz popu, Abba, Barbara Streisand, wdzierającego się na listy przebojów i zalewającego rozgłośnie radiowe. Nie ma w tym nic złego. W 1974 ukazały się „Diamond Dogs” David’a Bowiego, a Eric Clapton po wyjściu z heroinowego nałogu wydał solowy album „Ocean 461”.[/vc_column_text][vc_single_image image=”32434″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow_3d”][vc_column_text]W Polsce języczkiem u wagi w roku 1974 były może dwa lub trzy albumy. Pierwszy to niewątpliwie długo oczekiwany album Budki Suflera zapowiadany singlem „Sen o dolinie”, drugi wart zwrócenia swojej muzycznej wrażliwości to „Kamienie” Breakout’ów oraz mój faworyt tamtego czasu „Ewa Demarczyk” czyli czarny, długogrający krążek Ewy Demarczyk.[/vc_column_text][vc_column_text]I jak to kiedyś powiedział król Danii: Reszta jest milczeniem. Posłuchajmy, zanurzmy się w czas który minął, a który paradoksalnie w nas trwa. Westchnijmy po raz ostatni na moście oglądając się na to, co za sobą pozostawiamy odchodząc. Pamiętajmy, że piękno pozostanie w nas.[/vc_column_text][vc_column_text]
No sun – no moon!
No morn – no noon –
No dawn – no dusk – no proper time of day.
Thomas Hood
[/vc_column_text][vc_column_text]Album Robina Trowera „Bridge of Sighs” jest wspaniałym przykładem na to, jak można połączyć ze sobą rzeczy wydawałoby się niemożliwe do połączenia, imię wyścigowego konia i pewną idee. W życiu zdarza się często, że budowla łącząca brzegi rzeki lub innej przeszkody wodnej, staje się pomostem porozumienia, rozważnego podejmowania decyzji, które nie tylko zmieniają czas tu i teraz lecz wpływają na przyszłość. [/vc_column_text][/vc_column][/vc_row][vc_row full_width=”stretch_row_content_no_spaces”][vc_column][vc_column_text]
[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]




