Co się pomieściło pomiędzy 22 a 23

Zbliża się koniec roku, lecz wcześniej tradycja świąt, jak pastę z tubki wyciska u innych słowotok, że… chcieliby życzyć. Tak i ja odkładam na codzienne obowiązki, by oddać się jednej z piękniejszych rozrywek intelektualnych dostępnych ludziom.

Życzę moim Czytelnikom zdrowych, pod każdym względem, Świąt Bożego Narodzenia!

Nad moimi słowami zawiśnie pewnie okropieństwo wojny, kładąc cień na moich przemyśleniach i nie pozwoli do końca o sobie zapomnieć. Zdaję sobie z tego sprawę, wojna bowiem jeszcze bardziej otworzyła mnie emocjonalnie, stąd wpis będzie pewnie nieco dłuższy niż zazwyczaj. Pozwólcie więc, że już zacznę.

Koniec roku jest dla mnie ważny. Umowny koniec to czas, w którym mogę zatrzymać się i zastanowić nad tym, co udało mi się osiągnąć w ciągu ostatnich 12 miesięcy. To czas, abym zobaczył, jakie postępy zrobiłem i jakie zmiany zachodzą w moim życiu. Jest to dla mnie dobry moment, aby zaplanować następny rok, dostrzec co jeszcze może się przydarzyć, a nawet spróbować wyjść temu naprzeciw. Przemyśleć nowe cele i postanowienia na następny rok. Przede wszystkim jest to czas, który pozwala mi na refleksję i przygotowanie na nowe wyzwania.

Aby jednak móc skutecznie to wszystko zrealizować, muszę nauczyć się akceptacji nowego, nieznanego i nieoczekiwanego. Na każdym kroku przypominam sobie o słowach najprostszych, a tak niewiarygodnie oczywistych: jeśli jestem zadowolony z tego, jakim jestem, z tego kim jestem, to nie muszę udowadniać, że jestem lepszy od innych. Jest dobrze, tak jak jest, mogę rozpocząć pracę nad sobą, by poczuć się spełnionym.

Wraz z początkiem zimowej pogody, miasta stają się nieco wolniejsze, a ludzie zaczynają się cieplej ubierać. Ruch na ulicach niemal zamiera, obsypane białym puchem przystanki autobusowe rozpoczynają nowe życie, w samotności obserwując żółte światła przejeżdżających autobusów. Przede mną świecący pustką białej kartki ekran, czuję pod palcami klawisze i daje mi to ukojenie, zacznę od początku.

Każde podsumowanie końca roku ma do siebie to, że jest mądrzejsze od tego poprzedniego i to o cały rok, tak jest przynajmniej w założeniu. Pytanie brzmi, czy podczas mijającego roku nauczyłem się czegoś nowego? Czy widziałem dużo? Czy nabrałem nowego doświadczenia? Na wszystkie te pytania jest tylko jedna, krótka odpowiedź — tak.

Akceptacja jest ważnym elementem naszego życia i służy do lepszego radzenia sobie z problemami i trudnościami, które na pewno napotkamy na swojej drodze.

Styczeń

W moich wspomnieniach pozostał miesiącem wyjątkowym. Od lat pomagałem w Chicago przy pracach nad finałem WOŚP. Po cichutku, na zapleczu, z dala od kamer. W tym roku było podobnie. Napiszę teraz o głupocie. Był to 30. finał WOŚP w kraju, tym razem bez pomocy TVP. A wszystko zaczęło się przecież w roku 1993 i trwa tak, po dziś dzień. Jak zwykle Jurek Owsiak zdziera sobie gardło podczas finału WOŚP i my wszyscy razem z nim. Od kilku lat transmisje finału odbywały się na Woronicza, w tym roku TVP wymazała serduszka w relacjach, pominęła informacje o Orkiestrze, poświęcając jej zaledwie 14 sekund w głównym wydaniu „Wiadomości”. W Chicago zagraliśmy razem z Polską i wspólnie uzbieraliśmy $232,580.96 W tym roku zagram ponownie. Usiądę za klawiaturą i w ten sposób spotkacie mnie na chicagowskiej stronie internetowej WOŚP oraz profilu fb i Instagramie. Komentarzem sytuacji w Polsce niech będą słowa pewnego medioznawcy, który powiedział: – Dziś telewizja publiczna jest kompletnie nieskuteczna, a to, co robi z Owsiakiem, jest miarą jej impotencji.

XXX finał WOŚP w Chicago, zdjęcie grupowe

Luty

Tegoroczny luty miał zaledwie 28 dni, lecz to dzięki koncertowi z 12 lutego na długo pozostanie w pamięci. Tego dnia odbył się fenomenalny Dave’a Masona, gitarzysty i artysty, który opuścił zespół Traffic w 1969 roku rozpoczynając karierę solową. Dave napisał ponad 100 piosenek, ma 3 złote albumy: Alone Together, Dave Mason, Mariposa De Oro i platynowy album Let It Flow, który zawierał singiel z pierwszych pozycji list przebojów „We Just Disagree”. Dave występował lub współtworzył wiele znanych albumów, w tym: Beggars Banquet The Rolling Stones, All Things Must Pass George’a Harrisona, Venus and Mars Paula McCartneya i Wings oraz Jimi Hendrix Electric Ladyland. Mason gra na gitarze akustycznej w „All Along the Watchtower” w Electric Ladyland, utwór który udało mi się usłyszeć na żywo podczas koncertu Dave’a w Chicago!

Dave Mason podczas koncertu w lutym, Chicago 2022

Marzec

Miesiąc pełen rocznic, wydarzeń i spotkań. Oczywiście nie zapominając o moich urodzinach, ale nie zawsze tak było. W lutym raszyści zaatakowali Ukrainę, więc większość tzw. oficjalnych wydarzeń w Chicago, odbywała się w cieniu ukraińskiej flagi. w Muzeum Polskim w Ameryce z okazji dnia Pułaskiego nie mogło więc obyć się bez konsula generalnego Ukrainy. Było dostojnie. A wpięte w klapę marynarki, wstążeczki w barwach narodowych Polski i Ukrainy, naprawdę dodawały powagi całej uroczystości. Jednak to pod hasłem „Razem dla Ukrainy” skradł w marcu moje serce. Podczas dwugodzinnego przedstawienia był taki moment, kiedy na scenie pojawiła się pewna pani. Wokół niej stały małe dzieci w regionalnych strojach polskich. Tuż za nią stała dziewczyna w czymś na głowie co przypominało mi ukraiński czepiec nazywany “veneczka”. Czepiec taki, często noszony podczas świąt i innych uroczystości, jest zwykle ozdobiony kwiatami i innymi dekoracjami, co sprawia, że jest bardzo ozdobny i elegancki. I gdy przez moment nie mogłem od niej oderwać oczu, Ukrainka zaczęła śpiewać. „Biały głos”, to termin używany w muzyce ludowej do opisania specjalnej techniki śpiewania, w której wokalista stara się uzyskać jak najczystszy, najdelikatniejszy i najmniej zniekształcony dźwięk. Otworzyłem buzie, zamarłem, ten występ bardzo mnie poruszył.

Śpiew biały, Dla Ukrainy

Kwiecień

Tego miesiąca pojawił się w Chicago Adam Czerwiński, perkusista. Ten sam, który grał wspólnie z fenomenalnym jazzmanem, Jarkiem Śmietaną. Byłem na tym koncercie, obserwowałem zebranych słuchaczy i pijawki, tych co przyssali się do tego wydarzenia jak zwykłe pasożyty, a każdy z nich to pewnie inna historia. Cały miał swoją niepowtarzalną atmosferę stworzoną przez miejsce, stary przekształcony do normalnego użytku. Muzycznie jednak kwiecień był ciekawszy niż tylko ten jeden koncert w obłokach, jak go nazwałem. W Chicago pojawił się ponownie zespół, którego muzykę uwielbiam. Dakhabrakha to grupa muzyczna z Kijowa, która tworzy muzykę inspirowaną tradycyjną muzyką ukraińską i innymi kulturami z Europy Wschodniej. Ich muzyka charakteryzuje się mieszanką różnych gatunków i stylów, w tym muzyki ludowej, world music, czy rocka alternatywnego lub nawet ska. Zespół wykorzystuje różne instrumenty, w tym skrzypce, perkusję, instrumenty dęte, klawisze i inne, a także śpiewa w języku ukraińskim i innych. Dakhabrakha to unikalna mieszanka różnych stylów i kultur, która jest pełna energii i emocji, której tego wieczoru na scenie Patio Theater nie zabrakło.

Dakhabrakha, Patio Theater, Chicago 2022

Maj

Fotografowanie ptaków w maju jest zajęciem niezwykle zajmującym, podobnie jak spotkania z przyjaciółmi i prace w ogrodzie. W maju polecieliśmy do Polski gdzie ponownie „spotkałem” się z Mistrzem Beksińskim. Jestem przekonany, że otwarcie pewnego dnia Muzeum Historycznego w Sanoku, prawdziwymi kluczami, gdy pomagał mi przy tym, dyrektor Jarosław Serafin, pozostanie już w pamięci do końca moich dni. Podobnie jak godziny, spędzone w osobności w salach wystawowych, prezentujących prace Beksińskiego. Bardzo ważny był też dla mnie wspólny wyjazd na cmentarz, do grobowca rodzinnego Beksińskich i zapalenie symbolicznego znicza, dla mnie, reprezentującego nieustającą pamięć o artyście. Jednak najważniejsze było z muzyką na żywo, podczas koncertu brytyjskiego gitarzysty i kompozytora. Steve Hackett jest szczególnie znany ze swojej pracy w zespole Genesis. Jego wkład w historię muzyki progresywnej jest ogromny, ponieważ jego gra na gitarze i umiejętność komponowania były kluczowe dla rozwoju tego gatunku muzycznego. Hackett po opuszczeniu Genesis był również aktywnym solowym artystą, a jego solowe płyty zostały docenione przez krytyków i fanów muzyki progresywnej. Jego style gry na gitarze obejmują rock progresywny, muzykę klasyczną i inne gatunki. Jego niespotykana u innych, umiejętność tworzenia skomplikowanych, epickich kompozycji jest szeroko ceniona przez fanów tego gatunku muzycznego, do którego sam się zaliczam.

Steve Hackett, Chicago 2022

Czerwiec

Niemal pod koniec miesiąca przydarzyła mi się wyjątkowa gratka. Mogłem uczestniczyć w małej muzycznej przekąsce. Mały koncert, skromne miejsce, za to postać nietuzinkowa. Jacek Dewódzki był gitarzystą i wokalistą w znanym polskim zespole rockowym Dżem. W zespole grał głównie na gitarze elektrycznej i akustycznej, ale był również wokalistą i autorem tekstów. Dewódzki był jednym z założycieli zespołu Dżem, a jego gra na gitarze i umiejętność śpiewania były kluczowe dla sukcesu zespołu. W swojej karierze z zespołem Dżem nagrał kilka płyt, które zostały bardzo dobrze przyjęte, a zespół zdobył dużą popularność w Polsce i na całym świecie. Być na jego solowym koncercie, pełnym wspomnień i kreatywnych, często bardzo personalnych opowieści to moja wielka czerwcowa radość.

Jacek Dewódzki podczas koncertu w Chicago

Lipiec

Imperator to polski zespół grający muzykę z pogranicza rocka i metalu — death metal, założony w 1984 roku. Zespół ten jest znany z intensywnych, mocnych koncertów i ekspresyjnego stylu muzycznego. Wraz z takimi grupami jak Vader, Exorcist, Armagedon czy Convent zaliczana jest dziś do prekursorów death metalu w Polsce. Tu powinna paść jeszcze data 1991, czyli Behemoth został założony dopiero 8 lat po Imperatorze! To w historii muzyki jest przepaść. Tego wieczoru, w miejskim muzyki alternatywnej Reggies zagrali jeszcze Pig’s Blood, Manticore i Nunslaughter, jednak to Imperator skradł serca publiczności, jeśli jeszcze były na swoich miejscach, ale to już jest inna historia. Tego wieczoru dominowało na scenie światło czerwone i trzeba przyznać, że było im z nim do twarzy.

Jedna z twarzy zespołu Imperator

Sierpień

Sierpień to kolejny z miesięcy roku i ostatni miesiąc lata. To czas, gdy wiele osób rozpoczyna swoje wakacje i wyjeżdża na urlop. Sierpień jest również miesiącem, w którym panują najcieplejsze temperatury i jest najwięcej słonecznych dni. Sierpień to czas kwitnienia wielu roślin i kwiatów i okres dojrzewania owoców, takich jak jabłka, gruszki, morele. Sierpień kojarzy mi się z muzyką. W wielu krajach sierpień jest miesiącem festiwali muzycznych, Glastonbury w Wielkiej Brytanii czy Przystanek Woodstock w Polsce. W tym czasie wiele znanych zespołów i artystów gra na żywo przed tłumami fanów, co sprawia, że sierpień jest miesiącem szczególnie ważnym dla fanów muzyki. W wielu krajach sierpień jest również miesiącem, w którym wydawane są nowe płyty i single znanych artystów, co oznacza, że sierpień jest również ważnym miesiącem dla branży muzycznej. W sierpniu wiele osób spędza czas na zewnątrz i słucha muzyki podczas letnich koncertów. W sierpniu najczęściej podróżowałem do Botanic Garden w Glencoe.

Koliber spijający nektar

Wrzesień

Sierpień odchodził powoli, miałem więc czas przygotować się na słoneczny wrzesień, nie zaskoczył mnie. Minął, a potem pojawiło się o wiele więcej różnych wydarzeń, niż mogłem oczekiwać. W tym roku tak wiele nieoczekiwanych momentów przychodziło i odchodziło. Najpierw zadziałała magia wakacyjnych dni, długiego weekendu, możliwość biwakowania w miejscu oddalonym od domu o niespełna 3 godziny jazdy, przyniosła niespotykane wspomnienia. Pole namiotowe, polubiłem od pierwszego spotkania kilkanaście lat temu. Teraz dowiedziałem się, że w tym uczuciu nie byłem sam. Zatem dla jednych były to rodzinne wspomnienia, a jeszcze dla innych miejsce gotowe do spokojnego obserwowania jak przemija czas, a ten przez minione lata, nie uczynił nikomu wyjątku. Schodziłem się po wydeptanych szlakach, pod górkę i z górki, w lesie i tuż przy jeziorze, tak normalnie. Z wielką przyjemnością zadawałem sobie kolejne porcje zmęczenia powodowanego odwiedzaniem miejsc, do których tęskniłem podczas roku. To były wakacje, których nie zapomnę. Były pełne niesamowitych przygód, poznawania nowych ludzi i odkrywania nowych miejsc. Takie wakacje są bezcenne i nie zapomnę tego, co doświadczyłem.

Październik

Pierwszy tydzień października spędziłem z dala od domu. Dosłownie z dala od domu, po raz pierwszy w moim życiu odwiedziłem Rzym. Mogę napisać, że widok na Forum Romanum naprawdę przyprawił moje serce o szybsze bicie, to tam zaczęła się historia Europy, jaką dziś znamy. Poddałem się kolejnym testom. Powróciłem, by w ostatniej chwili zdążyć na kolejną edycję festiwalu Grażyny Auguścik „Chopin In the City”. Potem potoczyło się wszystko tak szybko, że nie pamiętam dziś dokładnie, jak zakończył się miesiąc. Nieco opóźniona grupa Enej, Marcin Wyrostek, sannah to tylko niektóre z wydarzeń z polonijnych posterów rozlepianych na sklepowych drzwiach. O kilku napisałem, zamieszczając na blogu spory materiał fotograficzny.

Listopad

Ten miesiąc stał pod znakiem występów teatralnych i związanych z tym przemyśleń. Cogito ergo sum… to pewnie Herbert przywołał te wspomnienia. Andrzej Krukowski z Teatr Nasz w Chicago po raz drugi wystawił „Proces pana Cogito” spektakl w całości oparty na wybranych utworach z twórczości Zygmunta Herberta. Trudna sztuka wymagająca od widzów nieco więcej niż zwykle. Spektakl składa się z kilku scen, które łączą się w jedną całość, a każda z nich jest oparta na utworach Herberta. W Procesie pana Cogito widzowie odkrywają, jak Herberta można odczytywać w dzisiejszych czasach i jak jego poezja może być wykorzystywana do wyrażania współczesnych problemów. Po raz pierwszy, przedstawienie obejrzałem w starym warsztacie samochodowym, ubrany w biały malarski kombinezon, spowity zimnym światłem lamp i otoczony zapachami narzędzi i silników siedziałem wbity w krzesło z otwartą buzią. Spektakl był mieszanką sztuk wizualnych, tańca, filmu i muzyki. Od samego początku inscenizacja była przepiękna. Uczucie intelektualnej klaustrofobii było intensywne, a drobne szczegóły — od aktorów po scenografię — były dopracowane.

Grudzień

To, co ostatnio dzieje się na świecie, w związku z bestialsko rozpętaną przez barbarzyńców wojną, nie wymaga dodatkowego komentarza. Z wielkim przejęciem, ale i niepokojem i wzruszeniem, śledziłem prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z prezydentem Joe Bidenem, a później moment, gdy ukraiński prezydent przemawiał w amerykańskim Kongresie.

Wiele lat temu, gdy podjęliśmy wspólnie decyzję o wyprowadzce z Polski, nie wierzyłem w amerykański sen. Nie wierzyłem w niemal ludzką osobowość tego kraju. Nabierałem dystansu do starszych, którzy z egzaltacją opowiadali o pomocy płynącej od „wujka Sama” i o tym, jak jest on dobroduszny. Moje przypuszczenia sprawdziły się kilka lat później, to wszystko jest oparte na czystym wyrachowaniu, biznesie, by gdzieś w bankach sztymowało im wszystkim, bo zwęszyli biznes szuje. Potem poznałem kilka osób, polskich republikanów, dzięki którym jeszcze bardziej utwierdziłem się we własnych przypuszczeniach, że mam rację. Podczas wizyty Zełenskiego, na krótką chwilę zdałem sobie sprawę, że przed moimi oczami dzieje się prawdziwa historia.

Obcokrajowcy bardzo rzadko mają okazję przemawiać w Kongresie USA. Ze strony amerykańskiej klasy politycznej jest to wyróżnienie przyznawane szczególnym postaciom jako dowód uznania przez Stany Zjednoczone. Nieco ponad 33 lata temu historyczne przemówienie w Kongresie USA wygłosił Lech Wałęsa. Rozpoczął je od słów “My, naród” zapożyczonych z preambuły Konstytucji Stanów Zjednoczonych. W podobnym tonie Zełenski powiedział: „wasze pieniądze to nie dobroczynność, to inwestycja w globalne bezpieczeństwo”.

Jestem starszy o kolejny rok i jestem mądrzejszy o kolejne wydarzenia tj. pandemie i wojnę. Tego dnia uwierzyłem, że można jeszcze coś zrobić, że Ameryka może coś jeszcze zrobić. Dać ludziom nadzieję.

Znalazłem w sieci takie oto słowa we fragmencie artykułu, który podpisał Amotz Asa-El dla „The Jerusalem Post”. Pozwólcie, że na zakończenie zacytuję je. „Tak jak Lenin atakujący Polskę, tak samo Władimir Putin nie konsultował z nikim swojej decyzji o ataku na Ukrainę, wmawiając sobie, że jego wojsko będzie przyjęte z otwartymi rękoma. Tak jak Stalin, gdy ten atakował Finlandię, Putin nie docenił zdolności bojowych swojej ofiary oraz jej determinacji. Tak jak Breżniew podczas ataku na Afganistan, tak i Putin nie zdołał przygotować swojego kraju na ekonomiczne następstwa tej decyzji. Tak jak Mikołaj II, gdy ten atakował Japonię, nie potrafił dostrzec braków swojego wojska. I tak jak Mikołaj I, który atakował Turcję, nie umiał odpowiednio ocenić reakcji zewnętrznego świata.”

Slava Ukraini

A protester in New York City on 27 February 2022, holding a sign that reads "Glory to Ukraine! Glory to the heroes!" The phrase gained worldwide prominence as a result of the 2022 Russian invasion of Ukraine.
0

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.