Isle of the Dead / Wyspa Umarłych

Kiedy byłem małym chłopcem nikt nie umierał. Na ekranach przestarzałych odbiorników telewizyjnych ręka sprawiedliwości sięgała tylko do gardeł czarnych charakterów, a japońskie super potwory toczyły walkę jedynie pomiędzy sobą. Teraz uległo to zmianie...

W latach gdy zaczęła pojawiać się świadomość, a może tożsamość życia, to w tym mniej więcej czasie pojawił się we mnie obraz łodzi. Nie symbolizował jeszcze niczego, najbardziej nasiąkał barwami podczas deszczu. W Polsce, dom w którym mieszkałem, wybudowany został przed laty przy małej uliczce, takiej którą teraz nazywamy „wyłożoną kocimi łbami” i jadąc autostradą melancholijnie tęsknimy do tego co odeszło… Obok domu, jak daleko sięgam pamięcią, był sad. Raczej zapomniany, bez prawdziwego ogrodnika, jednak ktoś z sąsiadów doglądał go, a mi sprawiało przyjemność chować się w nim i w duszne lipcowe dni podglądając wróble, ścierać z ust sok płynący z rozgryzanych papierówek. W południe były prawie przezroczyste, czasem mogłem przez nie niemal dojrzeć słońce. Interesowało mnie to, że wróble potrafią tak między sobą wykłócać się o niemalże wszystko. W najdalej od domu położonej części ogrodu rosły dwa szerokie drzewa, z grubymi, zielonymi liśćmi. W okolicach września zielone kule na gałęziach zaczynały pękać ukazując to, co przez długi czas, było przede mną schowane, brązową, przecinaną bruzdami skorupę. Czasem bardziej lub mniej kruchą. Wtedy rozpoczynała się najlepsza część mojej zabawy.

sle of the Dead / Wyspa Umarłych

Arnold Böcklin jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych malarzy symbolistów, urodził się w Szwajcarii w roku 1827. Artysta studiował w Akademii w Düsseldorfie pod kierunkiem Schirmera, który dostrzegł w Arnoldzie ucznia wyjątkowo uzdolnionego i obiecującego. Wysłał go do Antwerpii i Brukseli, gdzie ten kopiował dzieła mistrzów flamandzkich i holenderskich. Po tej kilkuletniej przygodzie z malarstwem gabinetowym, historycznym, alegorycznym czy portretowym Böcklin udał się do Paryża, tam pracował w Luwrze i w tym czasie namalował kilka krajobrazów. Trafił do wojska. Po wypełnieniu narodowego obowiązku służby wojskowej w 1850 Böcklin wyruszył do Rzymu gdzie poznał i ożenił się z Angelą Rosą Lorenzą Pascucci. Zabytki i architektura Rzymu stała się dla niego nowym bodźcem twórczym. Te nowe inspiracje wniosły do jego kompozycji postacie alegoryczne i mitologiczne. Powrócił do Monachium w roku 1856 i pozostał w nim zaledwie cztery lata. Ponownie powrócił do Rzymu, gdzie pracował w Bazylei i Florencji. Obok jego domu znajdował się „Cmentarz Anglików” czyli cmentarz protestancki (Cimitero degli Inglesi). Najprawdopodobniej to jego widok zainspirował go do namalowania w latach 1880-1886 pięciu kolejnych wersji obrazu: „Isle of the Dead” (Wyspa Umarłych). Jedna z nich, popularnie nazywaną Trzecią w roku 1933 została wystawiona na sprzedaż, a znany wielbiciel twórczości Böcklina, Adolf Hitler, nabył ją.

sle of the Dead / Wyspa Umarłych trzecia wersja obrazu

Najlepsze były te zbierane pod drzewem, tylko czasem zrywane. Należało je dokładnie obrać z pęczniejącej, odpadającej zielonej otoczki by dostać się do twardej, brązowawej skorupy orzecha. Czym większa ona była, tym lepsza. Bardzo dokładnie, używając kuchennego noża oddzielałem od siebie obie prawie równe połówki. Wówczas rozpoczynała się najważniejsza operacja, od niej zależało powodzenie czekającej na mnie zabawy. Z wnętrza rozłupanych części wyjmowałem ostrożnie zawartość, orzechowy móżdżek. Czasem udawało mi się nawet wyjąć go bez rozłamania, taki cieszył najbardziej. Z orzechowych łupinek wydłubywałem resztki miękkiej części skorupy. Wygładzałem je wewnątrz i podczas nieoficjalnego konkursu, wybierałem te największe i najpiękniejsze. Zostawiałem w domowym zaciszu i czekałem na deszcz, który o tej porze roku nie był niczym wyjątkowym. Czekałem na takie dni, gdy krople wody stawały się wielkie i ciężkie od swojej wewnętrznej wilgoci. Przez moment uderzając o szyby, wydawały dźwięk jak gdyby rzucanego w okienne framugi rozgotowanego zielonego groszku, a spadając na ulicę tworzyły fantazyjnie płynące szybkie potoki wody. Dotykały krawężnika i piętrzyły się tak długo jak tylko mogły zanim z impetem trafiały do studzienki kanalizacyjnej w ciszy opadając w jej otchłań.

Obraz Arnolda Böcklina „Isle of the Dead” był inspiracją dla wielu muzyków i pisarzy, wymienię jedynie Sergeia Vasilyevicha Rachmaninova i Rogera Zelaznego. W 2017 miał swoją premierę kolejny film z serii Alien, zatytułowany „Alien: Covenant” w którym to scena w ogrodzie odnosi się do obrazu Arnolda Böcklina.

sle of the Dead / Wyspa Umarłych Symphony by Rachmaninov

Ulica zalana wodą dawała mi czas na zabawę. Wyciągałem schowane wcześniej orzechowe łupinki, wyschnięte nabierały zupełnie innej bryłowatości, zaklętej w brązach i przecinanej bruzdami wcześniej uformowanymi na powierzchni. Wychodziłem na zewnątrz, ubranie szybko nasiąkało wodą, zanim cały nie stawałem się deszczem wypuszczałem z rąk kolejne łupinki. Stawiałem na wzburzonych falach i obserwując jak szybko oddalały się ode mnie zastanawiałem się kto następny? Kto jeszcze? Kiedy?

Kto ma własną łódź w środku nocy
ten nigdy nie pozostanie samotny.

0

Comments 6

  • tatul05/07/2018 at 10:23 am

    Najbardziej intryguje mnie takie właśnie zestawienie dwóch skrajnie odległych opowieści.
    Ja jako dziecko korzystałem z pudełek po paście do butów, bo te dzwoniły ocierając się o przeszkody terenowe, no i były, że tak powiem wielokrotnego użytku.
    Ten drugi wątek jest bardzo ciekawy, a obrazy nad wyraz wymowne.
    Pozdrawiam

    • Dariusz05/07/2018 at 10:35 am

      Tatulu mój drogi cieszę się niezmiernie z Twego powrotu, z Twoich odwiedzin, naprawdę. Widzę też, że sobie nieźle radzisz z nową materią cyfrową i to mnie cieszy.
      Wiele ostatecznych pożegnań wokół mnie miało miejsce w ostatnich dniach, stworzyłem więc taką opowieść traktując ją bardziej jako zawór bezpieczeństwa niż próbę obudzenia we mnie dziecka. Najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, że pomogło, choć nie wiem na jak długo. Życie w którym zanurzamy się każdego dnia, niczym cudne wspomnienie z letniego pobytu nad rzeką, ma w sobie nieodłączną część – odchodzenie. Życie istnieje na zawsze, śmierć jest tylko pewnym etapem.
      Tekst ten dotyczy właśnie tego epizodu w naszym życiu.
      Kto ma własną łódź w środku nocy ten nigdy nie pozostanie samotny, a to co zawarte jest w obrazie Arnolda Böcklina świadczy o tym, że mam rację. To nadzieja i wiara, że wszyscy podążając tą samą drogę będziemy mieli kogoś blisko, tuż przy sobie.

  • Kacper05/30/2018 at 2:05 am

    Saw rachmaninov on youtu.be once. Like painting more than the piece.

    Didn’t know about connection to aliens movies!

    • Dariusz05/30/2018 at 8:39 am

      Kindly thank you Kacper for your words.
      The connection to the painting “Isle of the Dead” exists in many masterpieces of art such as literature, music and even film. This means that it still evokes some feelings in the recipient, and that means that art can be eternal!

  • Sylwia06/02/2018 at 3:58 am

    Przyciąga mnie wszystko, co związane z zaświatami, więc z tym tekstem nie mogło być inaczej 😀

    Świetne te obrazy. Uwielbiam mrok i symbolizm. Po filmie “Annihilation” miałam genialne, transcendentne sny, bo film był pełen surrealistycznych obrazów. Polecam 🙂

    • Dariusz06/02/2018 at 5:25 pm

      Cieszę się z każdej nieoczekiwanej wizyty, a Twojej już wyjątkowo. Sylwio witaj serdecznie!
      Symbolizm „Wyspy umarłych” mocno wykracza poza obrazy ukryte w filmie „Annihilation”, który obejrzałem. Mam wrażenie, że służyły one jedynie przywołaniu u widza uczucia strachu, nie dając w zamian nic. Przeciwstawienie się prawom bożym, musi mieć swoje twarde fundamenty. Wypuszczona kula musi w końcu trafić w swój cel, tego mi tam zabrakło. Budowane dialogi często prowadziły w ślepy zaułek, zaczynały i kończyły się sceną w łóżku. Boża pomyłka? Ewolucja? Stawianie pytań powinno zakończyć się choć przybliżoną próbą odpowiedzi.
      Ciekawość Cię pochłania by poznać historie wywołujące gęsią skórkę? Służę podpowiedzią. Pod linkiem [tutaj] znajdziesz ciekawą historię pochówku Inez Briggs, który się odbył, a może nie, na jednym z najstarszych cmentarzy Chicago – Graceland Cementary, poczytaj bo warto.

  • Add Comment

     

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.