Idioglossia to porozumienie ponad różnicami

Columbus, skonsolidowane miasto-okręg w zachodnio-centralnym stanie USA, Georgii. Właśnie tam w roku 1970 w jednej z biednych, imigranckich rodzin przyszły na świat dwie bliźniaczki, dziewczynki Grace i Virginia. Poród odbył się normalnie i dziewczynki nawiązywały kontakt wzrokowy z rodzicami. Niestety w ciągu kilku godzin po urodzeniu u obu pojawiły się drgawki być może związane z epilepsją.

Oboje rodziców ciężko pracowało na utrzymanie rodziny, niejednokrotnie długie godziny przebywając poza domem. Można powiedzieć, że zaliczali się do klasy tych, o których często mówimy, że żyją z „food stamps and welfare”. Dziewczynki pozostawiono jedynie pod opieką babki, która wypełniając ich fizyczne potrzeby nie brała czynnego udziału w ich życiu, nie wchodziła z nimi w interakcję. Babka mówiła tylko po niemiecku, a rodzice, gdy na kilka godzin pojawiali się w domu, mówili bardzo niepoprawnym angielskim. Dziewczynki nie miały kontaktu z innymi dziećmi, bardzo rzadko bawiły się na zewnątrz i nie były wysyłane do szkoły. Wkrótce rodzice zauważyli, że dziewczynki komunikują się między sobą językiem, którego oni nie potrafią zrozumieć.

Wkrótce ojciec stracił pracę. W biurze zatrudnienia jednemu z pracowników opowiedział o swojej rodzinie i córkach, a ten zarekomendował mu by oddać je do jednego z największych obecnie szpitali dziecięcych w Kalifornii „Children’s Hospital of San Diego”. Tam lekarze szybko odkryli, że Virgini i Grace daleko jest od upośledzenia umysłowego, mają normalną inteligencję i opracowały własny, skomplikowany język (idioglossię). Idioglossia bliźniacza (język autonomiczny) jest językiem wymyślonym i wypowiadanym tylko przez jedną osobę lub bardzo niewielką grupę, najczęściej odnosi się ona do bardzo małych dzieci, zwłaszcza bliźniąt.

Historia Virgini i Grace niejednokrotnie pojawiała się w literaturze i sztuce, a to jako przedstawienie, a to film. Z bogactwa językowego tworzonego przez idioglossię czerpią do dziś muzycy i animatorzy kultury. Moim zdaniem jednym z filmów prezentowanych na dużym ekranie zasługującym na wyróżnienie, a traktującym o języku bliźniaczek jest ten ze wspaniałą obsadą aktorską, a zatytułowany „Nell”.

Film powstał w 1994 roku, rolę główną powierzono Jodie Foster, a lekarza zafascynowanego naturą jej języka zagrał, mój ulubiony, Liam Neeson. Nell to dziewczyna, która wychowała się w odizolowanym od ludzi i cywilizacji świecie, gdzieś w wiejskim domku w lesie nad jeziorem. Jedynymi osobami, które w życiu poznała były jej bogobojna matka z afazją i siostra. To pośród nich nauczyła się mówić i porozumiewać z otoczeniem. Wkrótce po śmierci matki zostaje odkryta przez miejscowego lekarza Jeromiego, który zafascynowany jej „pomiętym” językiem stworzonym z siostrą bliźniaczką, obserwuje ją z ukrycia ucząc się jej języka. W tym czasie pojawia się Paula, studentka psychologii, która chce by Nell była obserwowana w laboratorium z dala od swego miejsca zamieszkania. Sędzia decyduje, że mają trzy miesiące na obserwację, po czym to on zadecyduje o przyszłym losie Nell.

Mieszkając w tym kraju zafundowałem sobie przyjemność obejrzenia tego filmu w oryginalnej wersji językowej, bo jest tego wart! Po to by bardziej skupić się nad brzmieniem słów wypowiadanych przez Nell (Foster), zbitkami języka angielskiego mówionego przez osobę po udarze i przemieszanego z cytatami z Biblii, a jak potoczyły się dalsze losy Nell? Film trzeba obejrzeć, nabrać dystansu i wyrobić własne zdanie. Uważam, że to dobry i wart polecenia film, nie tylko inspirujący czy emocjonalny. Judie Foster zagrała w nim naprawdę pięknie i naturalnie, a moje uznanie dla Liama Neesona jakiego pamiętam z „After.Life” Agnieszki Wojtowicz-Vosloo jeszcze bardziej się umocniło.

Scenariusz, momentami zdający się całkowicie nie pasować do rzeczywistości, nie zmienia faktu, że film porusza tematy, które do dziś pozostały aktualne i na czasie. Porozumienie ponad językowymi barierami. Porozumienie gdy mówimy tym samym językiem. Żyjemy na jednym z najpiękniejszych światów, innych nie było nam dane poznać. Otoczeni cudowną muzyką i obrazami natury nie zapominajmy, że to co początkowo wydaje się dzikie i nienaturalne jest tak samo piękne jak piękni jesteśmy my sami. Że wśród nas żyją ludzie, którzy choć diametralnie różni od nas, nie mówiący dla nas zrozumiałym językiem, czują i kochają tak samo jak my. Na zakończenie pozwólmy ponieść się muzyce, jak chociażby tej w magicznym wykonaniu Lisy Gerrard wokalistki zespołu Dead Can Dance, która wiele swoich piosenek wykonuje używając języka stworzonego przez nią samą w wieku lat dwunastu, gdy rozpoznano u niej idioglossię…

Czy Ty używasz języka nienawiści by opisać świat i otaczających Cię ludzi? Może potrzebujesz zapaść na idioglossię by odnaleźć siostrę i brata w tym drugim?

0

Leave a Reply / Zostaw komentarz:

Comments 2