Wtorek po południu, dopowiedzenie

Autostradę zablokowano w obu kierunkach, po południu zwykle jest zatłoczona. Szkolny autokar stał w płomieniach, a ciała dzieci rozrzucone były dookoła. W powietrzu unosił się zapach paliwa, dokuczliwe słońce sprawiało, że powietrze lekko falowało nad wgniecionymi ogromną siłą blachami samochodów.

Na szczęście ta historia to tylko drobny fragment pierwszego rozdziału powieści sensacyjnej. Natomiast album „Days of Future Passed” rozpoczyna się ponad 30 sekundowym dźwiękiem gongu, ale zanim o tym napiszę i o utworze zatytułowanym Wtorek po południu, wróćmy na kilka chwil do roku 1967. Trzymając na wodzy i tak napięte już do niemożliwości emocje, przygotowując kolejny wpis i odkrywając nieco rąbka tajemnicy związanej z zespołem The Doors nie zdawałem sobie sprawy jak potoczą się dalsze losy obywateli Białorusi, podobnie jak wydarzyło się to z piosenką The End, którą tak emocjonalnie wyśpiewał Jim Morrison, a po jej wykonaniu zespół został zwolniony z klubu w którym występował od lat.

Po południu - zdjęcie przedstawia szczególny nagrobek na cmentarzu Graceland w Chicago

London Festival Orchestra (LFO), została założona w latach ‘50 na potrzeby Decca Records. Najbardziej, w świecie muzyki pop, orkiestra znana jest z niezapomnianego akompaniamentu dla zespołu The Moody Blues podczas nagrywania ich przełomowego albumu „Days of Future Passed” w 1967 roku. Orkiestrze pomógł wówczas Peter Knight ten sam, który w 1979 aranżował muzykę do filmu Polańskiego „Tess”. Prawdopodobne jest, że muzycy orkiestry być może nie zdawali wówczas sobie sprawy, że uczestniczą w bezprecedensowym i historycznym wydarzeniu muzycznym.

Do momentu ukazania się, swego rodzaju debiutanckiego albumu Days of Future Passed grupy The Moody Blues, w muzyce rozrywkowej nie było czegoś, co można by dziś nazwać muzycznym precedensem. To właśnie oni, brytyjski kwintet, który niejako odkrył i z powodzeniem zastosował nowe brzmienie, zbudowane przy użyciu instrumentu nazywanego Mellotron, przyczynili się do dźwiękowej rewolucji.

Jeśli przypomnicie sobie dźwięki otwierające Strawberry Fields Forever lub kilka innych, najpopularniejszych utworów The Beatles, to będziecie wiedzieli o czym piszę i że zespół The Moody Blues nie był pierwszy. To jednak muzykom The Moody Blues udało się włączyć, w najlepszym tego słowa znaczeniu, pewne dźwiękowe tekstury do muzyki, która niemal bez zmian przetrwała kolejne pół wieku!

Krótko mówiąc, historia ukryta w tekstach i muzyce albumu Days of Future Passed opowiada historię każdego z nas, historię jednego dnia, zwykłego, przeciętnego człowieka, którego nawet nie znamy z imienia. Praca, dom, miłość takie zestawienie i to w dowolnej kolejności. W Polsce nieomal w tym samym czasie z taśmy montażowej Żerania schodzi pierwszy egzemplarz Polskiego Fiata 125p, a 8 października Mieczysław Moczar w przemówieniu z okazji rocznicy powstania MO porównuje „syjonistów” z hitlerowcami.

Hybrydowa rockowo-popowo-klasyczna estetyka albumu zakończyła sukcesem starania muzyków w wyścigu o palmę pierwszeństwa wśród brytyjskich zespołów. Wytwórnia nie za bardzo wiedziała co zrobić z powstałym tak albumem, który nie był ani klasyczny, ani popowy. Jednak zaraz po jego wydaniu 10 listopada 1967 roku, okazało się, że trafił dokładnie w gusta odbiorców. Muzyka była świeża i co najważniejsze, choć pochodziła z Wielkiej Brytanii, w żadnym stopniu nie naśladowała muzyki The Beatles. Kilka dni później, 25 listopada na deskach Teatru Narodowego odbyła się premiera Dziadów A. Mickiewicza gdzie w roli głównej wystąpił Gustaw Holoubek.

Wtorek po południu, dopowiedzenie - wspomnienie sztuki Przesłuchanie

Album otwiera niezwykły dźwięk uderzenia gongu, który trwa ponad 30 sekund! The Day Begins stanowi swoistą uwerturę do albumu, składającego się z kolejnych piosenek. Kilka chwil później z głośników wypływają cudownie recytowane przez Mike’a Pindera słowa wiersza „Morning Glory”, który choć nie wymieniony wśród utworów jest jednak wydrukowany na oryginalnej okładce albumu. Dużą zaletą tej recytacji jest fakt, że brzmi poważnie i jest po prostu wolna od udawania czegokolwiek. Dziś trudno sobie wyobrazić album „Days of Future Passed” bez fragmentów mówionych. Dźwięki w tle recytacji rozpoczynają budować coś więcej niż tylko nastrój, rozpoczynają snuć niepowtarzalną opowieść.

Kolejne rozpoczęcie, nieco klasyczne Dawn: Dawn Is A Feeling to romantyczny, niemal tęskny wokal wspierany fortepianem i wcześniej wspomnianym Mellotronem. Reszta muzyków jest niemal niesłyszalna, subtelnie pojawiają się w odpowiednich momentach. Muzycy zespołu oraz muzycy orkiestry w tym utworze zostali nagrani osobno, a jednak przysłowiowego konia z rzędem temu kto wskaże moment niezgodności.

Peter Knight wykonał wspaniała robotę tworząc poszczególne aranżacje na orkiestrę, zgrabnie wprowadzające odbiorców do kolejnych piosenek grupy. Przykład? Nieco krzykliwy The Morning: Another Morning z prowadzącym fletem, który zalewa swymi dźwiękami i w umyśle słuchaczy zaciera granicę pomiędzy zespołem a orkiestrą.

Pora na kolejny utwór, kolejną porę dnia, to oczywiście południowy Lunch Break: Peak Hour najbardziej rockowy utwór na płycie „Days of Future Passed”, opowiadającej o typowym dniu z życia zwykłego człowieka. W tym utworze nieomal słychać przejeżdżające auta, kolejno zatrzymujące się przy okienkach przydrożnych barów szybkiej obsługi, a do tego świeci słońce, czas mija, kończy się przerwa. Pora wracać. Pierwsza strona albumu dobiega końca.

Stronę drugą otwiera „Wtorek po południu” to jeden z najbardziej znanych i lubianych utworów The Moody Blues, który nie zestarzał się wcale przez ostatnie pół wieku. Tuesday Afternoon nie postarzał się nie tylko dzięki swojej popularności lecz przede wszystkim dlatego, że brzmi po prostu świeżo, muzycy zrobili tu swoje, wokal Haywarda unosi się wysoko w chmury!

Kolejno po sobie następujące, nastrojowe Evening: The Sun Set: Twilight Time utrzymane w niskiej, cichej tonacji mollowej dodają całości pewnego charakteru i tajemniczości. Energiczne brzdąkanie na gitarze akustycznej i Mellotron prowadzą słuchacza do eterycznych harmonii wokalnych nadciągającego refrenu piosenki. Kończy się dzień, powrót do domu i nadzieja. Niezwykła perkusja, flet i uderzenia gitarowych strun łączą się w całość, tworząc nieprzeciętne tło dla czysto brzmiącego wokalu Pindera.

Kiedy słońce zachodzi / Chmury się marszczą / To dla zachodu zaczęła się noc / Wątłe cienie na ziemi / Nigdy nie wydadzą dźwięku / Znikając w zachodzącym słońcu

To wszystko miało nas przygotować do nocy. Zapada ciemność, a z nią nadciąga niespełnione pożądanie. Okazały wstęp, The Night: Nights In White Satin romantycznie zapowiada początek końca. Gitara basowa i gitara akustyczna wypełniają całą przestrzeń. Znowu pojawia się Mellotron, przeplata się z głosem wokalisty, narasta świadomość tego co w tym życiu pozostaje niemożliwe do spełnienia… Jesteśmy jak dwa różne końca tego samego prześcieradła, nie będzie nam nigdy dane ze sobą się spotkać.

Dochodzą kolejne instrumenty, ale już nic nie da się zmienić, miłość i oczekiwanie na kolejny dzień. Niewysłane listy, nadzieja. Czy kiedykolwiek możliwe było porozumienie?

Oddychaj głęboko w gromadzącym się mroku / Obserwuj, jak gasną światła w kolejnych pokojach

Czerwony jest szarym, a żółty jest białym / Ale to my decydujemy, co jest słuszne / A co jest iluzją???

Po południu różne pomysły przychodzą do głowy... Na zdjęciu ryczące czterdziestki
0

Leave Comments:

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.