Wszyscy jesteśmy Irlandczykami

Jedni traktują to wydarzenie jako swego rodzaju chicagowską ciekawostkę. Jeszcze inni podchodzą do tego jak do czterdziestoletniej tradycji, z szacunkiem pełnym dostojeństwa. A ja stoję na brzegu rzeki i przyglądam się jak z każdą mijającą sekundą rzeka zmienia swój kolor bo wszyscy jesteśmy Irlandczykami tego dnia w Chicago.

Na kilka chwil ta ciemnobrunatna woda w rzece przepływającej przez sam środek miasta staje się kolorowa. Zielona woda rzeki w Chicago jest wydarzeniem niesłychanym, takim na które niezmiennie czeka się od ponad czterdziestu lat i zanim odejdzie się z tego świata chociaż raz trzeba je zobaczyć. Pokolorowana, obserwowana przez obiektyw, wydaje się być smakowitym kąskiem na podwieczorek zupełnie jak kisiel. Zielona, miejscami żółtawa, wszędzie szmaragdowa z ciemnym plamami miejsc gdzie nie dotarł jeszcze barwnik. Tłum kłębi się i wylewa na każdy wolny zakątek rzecznej promenady. Stoję na jej drugim brzegu, przyglądam się gapiom, pewnie turystom z innych stanów, uśmiechniętym choć zmarzniętym twarzom dzieci. Cały proces zabiera w zależności od pogody do 45 minut by rzeka wyglądała tak jak na zdjęciach. Stan ten utrzymuje się przez następne dni.

Tłum kłębi się i wylewa na każdy wolny zakątek rzecznej promenady
Tłum kłębi się i wylewa na każdy wolny zakątek rzecznej promenady

Na kilka chwil opada kurtyna podziałów, każdy chce tu być, każdy chce przynależeć do tej grupy, poczuć się razem. Takie wydarzenia łączą społeczności ludzkie, swoim przesłaniem nadają im sens. Głęboko w podświadomości drzemie wspomnienie kraju z którego przybyli na ziemię amerykańską. Wspominają go tak jak potrafią najlepiej: nie dzielą na lepszy i gorszy sort, a wręcz przeciwnie zapraszają do wspólnego świętowania. Nie wysyłają swoich znajomych na medialny szafot za to, że ci nie jedzą mięsa, słuchają innej muzyki lub chodzą na ćwiczenia. Znam taki naród, którego obywatele przynajmniej raz w życiu, wedle ich przekonań, muszą udać się do świętego miejsca i znam jeszcze naród, który obnosi swą wiarę nocą, po ciemnych ulicach ze świecami i zmartwionym twarzami. I nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, mówią przecież językiem miłości. Lecz pewnego dnia, na kilka chwil tu w Chicago, wydaje się nam, że wszyscy jesteśmy Irlandczykami.

Lecz pewnego dnia, na kilka chwil tu w Chicago, wydaje się nam, że wszyscy jesteśmy Irlandczykami.
Lecz pewnego dnia, na kilka chwil tu w Chicago, wydaje się nam, że wszyscy jesteśmy Irlandczykami.

Powróciłem do wspomnień, pora już powstać i odejść.

1

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.