Czego potrzebują ludzie starsi w Bhutanie?

Poranki bywają różne. Niektórzy potrzebują kawy, a inni porannej gimnastyki są też tacy, którzy nie rozpoczną dnia bez sprawdzenia wiadomości w mediach społecznościowych. A czego potrzebują ludzie starsi w Bhutanie?

W większości tzw. zachodnich cywilizacji, ludzie starsi zepchnięci zostali w cień reklam drogich lekarstw lub zabiegów kosmetycznych. Obietnic w postaci słów wypluwanych przez głowy państwa, że zrefundują, pomogą lub dadzą. Tak pozostają sam na sam z obietnicą powrotu do młodzieńczej sprawności w którą wierzą do samego końca.

Pożegnanie z Thimphu to poranna wizyta w położonej w południowo-środkowej części miasta, w pobliżu głównego ronda i indyjskiego szpitala wojskowego, Memorial Thimphu Chorten. Stupę wybudowano w roku 1974 na cześć trzeciego Druku Gyalpo (króla Bhutanu), Jigme Dorji Wangchucka i dziś, ze swoimi złotymi iglicami i dzwonami, jest znaczącym zabytkiem miasta.

Thimphu Chorten jest inna niż pozostałe, ponieważ nie zawiera ludzkich szczątków. Hol główny na parterze udekorowano jedynie pamiątkowym zdjęciem, na którym przedstawiono Druku Gyalpo w ceremonialnym stroju. Kiedy jeszcze żył, Jigme Dorji chciał zbudować „chorten reprezentujący umysł Buddy”, tak stało się po jego śmierci.

Stupa wydaje mi się ważna jeszcze z innego powodu. Większość miejsc sakralnych, do których podążają tutejsi wierni, położona jest na wysokości lub w miejscach naprawdę trudno dostępnych. Z racji swej lokacji Thimphu Chorten, każdego dnia przyciąga do siebie osoby starsze, schorowane lub młodych, zabieganych pracowników, na nic nie mających czasu.

Buddyzm jest ścieżką transformacji. Nie wystarczy więc zrozumieć go jedynie za pomocą intelektu. Podążanie tą ścieżką rozbudza w nas także uczucia szacunku, wdzięczności, oddania i wiary oraz wyobraźnię – na przykład poprzez rytuał. Rytuały buddyjskie składają się zwykle z trzech głównych elementów: recytacji, śpiewania i składania symbolicznych darów. Podczas recytacji mantr i świętych tekstów składa się ukłon, który można odczytać jako formę ćwiczeń i doskonalenia ciała.

Żarliwą modlitwę odmawia się okrążając stupę tylko w kierunku ruchu wskazówek zegara, podobnie jak wprawianie w ruch wirowy, dużych czerwonych młynków modlitewnych ustawionych tuż przy wejściu, po lewej stronie. Zasada ta obowiązuje we wszystkich religijnych strukturach Bhutanu. Medytacja to nie tylko bezruch, to także ruch w postaci marszu.

Stolica kraju ma kilka ukrytych turystycznych ciekawostek. Jedną z nich są od wielu lat krążące po internetowej sieci opowiadania o ręcznie malowanych znakach drogowych oraz o braku sygnalizacji świetlnej w Bhutanie o której napisałem w poprzednim poście. Jak jest naprawdę?

Bhutan jest jedynym krajem na świecie, który nie ma ani jednego słupa z sygnalizacją świetlną w swojej stolicy. Zamiast tego policjanci w Thimphu stoją na głównym skrzyżowaniu w specjalnie do tego wybudowanym miejscu i ekstrawaganckimi ruchami dłoni w białych rękawiczkach, bezpośrednio kierują ruchem ulicznym. Podobno, sygnalizacja świetlna, jakiś czas temu została zainstalowana, a po 24 godzinach szybko usunięta, Bhutańczycy woleli i wciąż wolą swoich policjantów. Znaki drogowe były tu kiedyś malowane ręcznie i można je jeszcze spotkać w małych miejscowościach położonych dalej od stolicy Bhutanu czy większych miast.

Tego dnia odwiedziłem także Motithang Takin Preserve inne niż to, które pamiętam z Mysore, może mniej zadbane, za to ze zwierzętami, których istnienia nie mogłem sobie wcześniej wyobrazić. Jednym z nich jest Takin, coś w rodzaju krowy i kozy w jednym.

Lokalna mitologia związana z zadeklarowaniem bhutańskiego takina jako zwierzęcia narodowego swoimi korzeniami sięga XV wieku i ponownie przywołuje, opisywanego wcześniej szalonego, ekscentrycznego tybetańskiego świętego Drukpę Kunleya, „boskiego szaleńca”.

Pewnego razu Drukpę Kunleya, który był nie tylko żarliwym kaznodzieją, lecz także biegłym w tantrze, poproszono o zademonstrowanie cudu. Święty bez problemu zgodził się to uczynić, jednakże pod jednym warunkiem, że zostanie nakarmiony całą krową i całą kozą. Przygotowano więc i podano mu oba zwierzęcia, a ten pożarł je w mig i pozostawił jedynie kości. Następnie wyjął głowę kozła i przymocował ją do szkieletu krowy, wypowiadając przy tym czarodziejskie słowa jednej z mantr tantrycznych i… abrakadabra! Religijna magia zadziałała. Tak to Święty 5000 Kobiet błyskawicznie stworzył żywe zwierzę, które otrzymało głowę kozła i ciało krowy. Zaraz zerwało się na równe nogi i ruszyło wypasać się na górskich łąkach pod dachem nieba.

Zwierzę zostało nazwane dong gyem tsey (Bhutan takin) i od tego czasu z powodu tak wielkiego i głębokiego połączenia z wierzeniami i religią tego kraju, stało się nie tylko częstym widokiem na wzgórzach Bhutanu, lecz także, zostało uznane za narodowy, zwierzęcy symbol Bhutanu.

W drodze do hotelu, zatrzymaliśmy się na posiłek w typowym, miejskim mieszkaniu bhutańskim, ale zanim tam zjedliśmy, po drodze, był bardzo ważny przystanek Buddha Dordenma Statue.

W stolicy, na wzgórzu, znajduje się ogromny, złoty Budda siedzący na kopule złoconej sali medytacyjnej. Ta postać kryje w sobie niewidzialną tajemnicę: wiele osób nie wie, że patrząc na statuę nie oglądają jednego Buddy, lecz 125.000 jego postaci! Podobnie jak wielka postać Buddy, te tysiące miniaturowych Buddów wewnątrz są również złocone i wykonane z brązu. Koszt samej figury Buddy osiągnął niebagatelną sumę prawie 100 milionów dolarów, a miejsce to zbudowano w 2015 roku z okazji 60. urodzin Jigme Singye Wangchuck, czwartego króla Bhutanu. Zastanawialiście się może ile jest wart Mercedes-Benz Maybach, prezent od bezdomnego?

Statua wybudowana na wzgórzu wypełnia dwa proroctwa. Pierwszym z nich jest to przewidziane przez pewnego jogina Sonama Sangpo mówiące, że wielki posąg zostanie wzniesiony w tym regionie by „obdarzyć błogosławieństwem, pokojem i szczęściem cały świat”. Drugim jest to, że w VIII wieku o posągu wspomina Guru Padmasambhava. Tak więc Statua Buddha Dordenma jednym kamieniem trafia dwa ptaki, w błyskotliwy sposób wypełniając oba proroctwa.

Załoga hotelu położonego na wysokości 2500 metrów npm w którym mamy spędzić najbliższe dwa dni i dwie noce, przyjmuje nas z otwartymi rękoma. Zaczynamy od zawodów łuczniczych, które spodobały mi się bardzo, a potem… kładę się spać.

Tego dnia zauważyłem, że bardzo mało słucham siebie wewnętrznego, tego mądrego i dobrze mi radzącego. Zapominając o tym, częściej gubię się w tym na zewnątrz, a przecież nic nie trwa wiecznie. To co pochodzi z Natury – przemija, my też.

14

Leave Comments:

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.