Gdy podróżujemy

Gdy podróżujemy, zużywamy się powolutku, od środka, potem na zewnątrz. Zostawiamy małe cząstki siebie w miejscach w których najbardziej byliśmy sobą.

W roku 1967 Jimi Hendrix wyśpiewał „One Rainy Wish” opisując sen, w którym the sky was filled with a thousand stars… and eleven moons played across the rainbows above me and you to niepowtarzalne przeżycie kolorów i marzeń rozwinął słowami:

Golden rose, the color of the dream I had
Not too long ago
A misty blue and the lilac too
A never to grow old

9 stycznia tego roku, opublikowałem post ropoczynający się słowami:

Od kilku dni, na moim profilu transcendentphoto, a także Behance, pojawiają się nowe fotografie. Dziś przed Wami uchylam rąbka tajemnicy bowiem jest to zaledwie ułamek tego, czym wkrótce się z Wami podzielę, niewielka zapowiedź, fragment dłuższej opowieści, którą dziś zapowiadam.

Właśnie ją z Wami rozpoczynam.

Łatwo zaobserwować jak ulubione spodnie powoli wycierają się, a najlepszy nóż kuchenny od stałego ostrzenia także ściera się, metal traci swój pierwotny kształt. Kartki ulubionych albumów tracą swą sprężystość, od częstego przewracania rogi papieru zmieniają swój kolor, zacierają się także kształty najpopularniejszych cyfr i liter na klawiaturze. W walce pomiędzy użytecznością, a zwykłym przechowywaniem pewne przedmioty zużywają się, tracą cząstkę samych siebie na rzecz tych, które dotykamy każdego dnia. Moja historia będzie o tym opowiadać.

Każda przygoda ma swój niepowtarzalny i wyjątkowy początek, moja rozpoczęła się w roku 2018, gdzieś na ciepłej plaży Karoliny Południowej.

plaża w Południowej Karolinie

Tam dowiedziałem się, że jedna z firm zajmujących się przygodą i kulturalnymi pobytami w krajach takich jak Indie i Nepal być może zorganizuje po raz pierwszy w swojej historii wyprawę do Bhutanu. W tym samym czasie poznałem też artystę malarza. Było to nasze pierwsze i ostatnie spotkanie. Oczarowany jego pracami, wracałem do domu (nie z pustymi rękoma) nie wiedząc wówczas, że za kilka miesięcy ich autora już nie będzie.

czarny kruk, pożegnanie

Na początku 2019 otrzymałem informację, że Trek Nation India zamknęło wszelkie wymagane formalności i tym samym oficjalnie ogłosiło otwarcie zapisów na zorganizowany wyjazd pod nazwą: Happiness Bhutan & Nepal Cultural, Hiking and Festival Tour. Decyzję o uczestniczeniu podjąłem natychmiast. Taki był początek, a co stało się potem? Czy w całej podróży były momenty, których wówczas nie doceniłem? Czy podczas podróży były miejsca do których bym nie wrócił?

samochód z którego sprzedaje się pierogi

Najważniejsze w mojej opowieści o Bhutanie będzie „przerażające lotnisko” tak bardzo różne od dobrze znanych lotnisk rozsianych po świecie, buddyjskie klasztory położone niesłychanie wysoko w górach i do tego kult fallusa! Moje prywatne odkrywanie Bhutanu „kraju z najszczęśliwszymi obywatelami na świecie” lub jak wolą magazyny turystyczne nazywać ten kraj „najlepszym miejscem do zwiedzania w roku 2020” rozpoczęło się długim i przyjemnym lotem do Qataru, a dokładnie jego stolicy, Doha.

Nieplanowany postój, linie lotnicze zmieniły mi datę wylotu, sprawił, że czas oczekiwania na przesiadkę nieco się wydłużył. Postanowiłem wykorzystać go na zwiedzanie miasta, autokarem i spacerkiem.

Doha airport

Odwiedziłem bogate, luksusowe dzielnice i spacerowałem obok sklepowych wystaw prezentujących najbardziej wyszukane auta świata, a do tego zdobione złotem. Zwiedziłem rynek Waqif, nawet o późnej porze wypełniony ludźmi. Przechadzałem się pomiędzy straganami, chodziłem wąskimi, ciasnymi uliczkami i zaglądałem do sklepów ze złotą biżuterią oraz małych zoologicznych sklepików z rybkami. Najbardziej podobały mi się te sprzedające zamorskie przyprawy, oszałamiająco pachnące wonne olejki, kadzidełka i korę egzotycznych drzew. Oglądałem stare, tradycyjne żaglówki u wybrzeża Dhow i z daleka podziwiałem panoramę miasta i wyróżnione nagrodą Pritzkera Muzeum Sztuki Islamu. Odwiedziłem również Perłę, luksusową wyspę otoczoną zapierającymi dech w piersiach przystaniami.

Gdy podróżujemy

Po ponad dwu godzinach byłem gotowy by powrócić na lotnisko i odlecieć do Kathmandu. Tak zaczęła się dwutygodniowa podróż do której dziś zapraszam tych, którzy zechcą śledzić moje zapiski z podróży.

5

FB comments:

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.