Nie tylko Republikanie

Nie tak dawno napisałem o Sztuce świadomego oddawania – „Art of letting go”, wkraczając w ten sposób na tereny dotąd przeze mnie nieeksplorowane. Dzisiejszy wpis jest kontynuacją przełamywania barier i dotykania tematów, których wcześniej bym nie odważył się opisać. Wiem, że tym tekstem zapewne niczego nie zmienię, lecz chcę zabrać głos w obecnej dyskusji z ważnego dla mnie powodu. Bardzo ważnym aspektem bycia uważnym jest kwestionowanie własnych przekonań i założeń, tego co wydaje się tak bardzo pewne. Tyle tytułem tego przydługiego wstępu, teraz pora na dzisiejszą historię.

Złe nie pojawiło się 24 lutego rok temu, ani w 2014 gdy większość świata zamilkła, ani w 2016 gdy wpływało na wyborców. To złe przyszło do Ameryki nieco wcześniej, zamieszkało w Partii Republikańskiej i rozgościło się tam na dobre.

Przez wielu wyborców i zwykłych obserwatorów, Republikanie najczęściej postrzegani byli jako tradycjonaliści, niezwykle silnie przywiązani do stawiania oporu reżimom totalitarnym na świecie i wspieraniu idei demokracji. Republikanie postrzegani też byli jako partia, która twardo stoi w obronie tradycyjnych wartości i silnych przekonań moralnych. Przez wiele dziesięcioleci kojarzeni byli z amerykańskimi wartościami, takimi jak wolność, demokracja i sprawiedliwość społeczna, zawsze byli w tym czasie uważani za sojuszników innych krajów w walce z dyktaturami i reżimami totalitarnymi. Dziś w szeregach partii dominują ludzie, którzy mają szczególnie głęboko w dupie to, co dzieje się poza granicami ich kraju i tak jak poprzedni prezydent, dążą do izolacjonizmu USA na arenie światowej.

Dziś na połyskliwej powierzchni partii dostrzec można pogłębiające się pęknięcia, w jej szeregach pojawiają się ludzie, którzy jak ryba w wodzie pływają we własnym egocentryzmie. Tacy politycy skłaniają się do izolacjonizmu i wycofania z globalnej współpracy, uważając, że USA muszą skupić się wyłącznie na swoich problemach wewnętrznych. Takie podejście do polityki międzynarodowej jest w całkowitej sprzeczności z tradycją amerykańskiej polityki zagranicznej, która do tej pory opierała się na złotej zasadzie odpowiedzialności za świat. Zamknięcie Republikanów na świat, w dłuższej perspektywie, może prowadzić do naprawdę niebezpiecznych skutków, jak np. wzrost wpływów państw autorytarnych, a z nim rosnącego zagrożenie dla ładu międzynarodowego. Odrażającym jest także wpływ takiego postępowania na obywateli własnego państwa, którzy to potraktowani w ten sposób, mają oddać głos w najbliższych wyborach.

Nie można nie zauważyć, zaprzeczyć faktom, że walka z globalnymi problemami, takimi jak zmiana klimatu czy zagrożenie pandemią COVID-19 jest możliwa wyłącznie na takim poziomie, na którym zaangażują się w nią również Stany Zjednoczone, rozwiązanie tych problemów wymaga bowiem pełnej współpracy międzynarodowej i przyjęcia globalnego podejścia, a nigdy samodzielnego działania jednego państwa. Ci, którzy nie potrafią tego zrozumieć i przyjąć do wiadomości, zostają zaledwie pyłem na drodze, którą podąża obecnie ludzkość.

Wniosek może być jeden: obecnie dominująca siła polityczna w USA, Republikanie muszą ponownie w pełni zaangażować się w globalną współpracę i kontynuować długoletnią tradycję amerykańskiej polityki zagranicznej, tylko w ten sposób kraj będzie mógł skutecznie odpowiadać na globalne wyzwania pojawiające się przed ludzkością i dążyć do realizacji wartości demokratycznych na całym świecie.

Nasze życie jest krótkie i często z tej perspektywy pewne znikają nam z horyzontu wydarzeń, przykładamy więcej uwagi do rzeczy abstrakcyjnych takich jak komunizm, kapitalizm, pieniądz, media społecznościowe niż do spraw materialnych wokół nas: ziemia, natura, zwierzęta. W ten sposób stajemy się ubodzy. Republikanie, lecz bez Trumpa czy DeSantisa oraz głośno krzyczących grup polonijnych wyborców, mogą i muszą odwrócić ten posępny marsz w kierunku polityki odosobnienia. Tak, to nie ma nic wspólnego z wiarą.

Podczas mego niedawnego spotkania z dyrektor Archiwum Polskiej Akademii Nauk p. doktor Hanną Krajewską, która powiedziała, że nasze poczucie przynależności narodowej, granic, miejsca czy kraju, z którego pochodzimy, swego dzisiejszego znaczenia nabrała od nie tak dawna. Przedtem, przywiązanie ludzi do określonych regionów, miast i wsi było bardziej charakterystyczne niż przywiązanie i utożsamianie się z krajem, w którym żyli. Wówczas pomyślałem sobie, że w czasach, gdy niezbyt wielu prawdziwym wiadomościom udawało się przedrzeć przez „żelazną kurtynę”, większość informacji traciła na swojej świeżości, a zapomniana, po latach odchodziła w niepamięć, a te, które przetrwały, budowały swoje nowe historie. Tak stało się z polską pamięcią o Ronaldzie Reaganie, który stał się ikoną odzyskania wolności w kraju nad Wisłą.

Warto wiedzieć, że bardzo wiele zawdzięczamy Demokratom, którzy odgrywali ważną rolę w amerykańskiej polityce zagranicznej i wspierali walkę z reżimami i komunizmem na całym świecie. Wielu prezydentów z tej partii podejmowało aktywne działania w celu rozszerzenia wolności i demokracji oraz zabezpieczenia amerykańskich interesów w kontekście międzynarodowym.

Harry S. Truman (1945-1953) – Truman był prezydentem USA w okresie zimnej wojny i odegrał ważną rolę w ochronie wolności i demokracji na świecie. Za jego kadencji USA stały się liderem wolnego świata, a Truman był jednym z pierwszych polityków, którzy sprzeciwili się radzieckiemu imperializmowi. W 1947 roku Truman ogłosił swoją doktrynę, która miała na celu zapobieżenie rozprzestrzenianiu się komunizmu na całym świecie i ochronę wolności narodów.

John F. Kennedy (1961-1963) – Kennedy był zaangażowany w walkę z reżimami totalitarnymi i był zdeterminowany w walce z komunizmem. Jego najważniejsze osiągnięcia na arenie międzynarodowej to m.in. kryzys kubański, gdzie skutecznie przeciwdziałając sowieckiej agresji na Kubie, udało mu się zapobiec wybuchowi III wojny światowej, a także podjęcie działań mających na celu wzmocnienie amerykańskiej obecności w Europie, poprzez m.in. zwiększenie liczby amerykańskich wojsk stacjonujących w Niemczech.

Bill Clinton (1993-2001) – Clinton był prezydentem w czasie, gdy świat zmagał się z wyzwaniami, takimi jak terroryzm, konflikty zbrojne i problemy związane z migracją. W trakcie jego kadencji Stany Zjednoczone odegrały kluczową rolę w zakończeniu wojny w Bośni i Hercegowinie, a także w walce z terroryzmem na całym świecie. Clinton również popierał demokrację i wolność na świecie, czego wyrazem były jego działania w celu zakończenia apartheidu w RPA oraz ułatwienia przemian demokratycznych w innych krajach.

Wiele napisano o byłym prezydencie Stanów Zjednoczonych jego dojściu do władzy i agentach wpływu. W kontekście słów powyżej i sytuacji w Europie napiszę na zakończenie jedno ważne zdanie: ktokolwiek, po której bądź stronie oceanu, ma okazję twierdzić, że rosja może być i jest bardziej moralna od Zachodu, jest osobą wyjątkowo wykazującą się brakiem wiedzy i niezdarnością historyczną.

0

Zapraszam do dołączenia do grona moich subskrybentów!
Dzięki temu zyskasz dostęp do jeszcze większej liczby fascynujących historii, a ja będę mógł kontynuować pracę, dostarczając Ci treści na najwyższym poziomie. Nie przegap żadnego z moich wpisów, które dostarczą Ci wiedzy, inspiracji i rozrywki. Zapisz się już dziś i dołącz do grona moich Czytelników! Zapraszam Cię serdecznie.

Comments 2

  • Ultra03/28/2023 at 1:22 pm

    Myślę, że napisałeś bardzo ważny artykuł dotyczący istoty współczesnego świata. Wśród przywódców nie widać odpowiedzialności za los innych i za świat, w którym istnieje wiele zagrożeń, w tym wojny. Cóż, czubek własnego nosa najważniejszy…
    Zasyłam serdeczności

  • Add Comment

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.