Umieranie – ostatni dzień

Umieranie to najważniejszy w życiu moment przejścia, w różnych kulturach opisywany i przeżywany na tysiące sposobów. Mam nadzieję, że historia ta nie tylko zaspokoi waszą ciekawość związaną z kulturą Nepalu, ale przygotuje też do najbliższych wpisów, które będą dotyczyły Bhutanu.

Nie kto inny jak wyznawcy hinduizmu najbardziej utkwili w światowej świadomości przechodzenia na drugą stronę życia. Nawet ci, którzy nigdy nie zdecydowali się podjąć podróży do Indii, znają opowieści lub oglądali fotografie z najświętszego z możliwych miast: Varanasi, położonego tuż przy rzece Ganges.

Umieranie lecz wcześniej życie!

Niewielu wie, że podobnie święte miejsce istnieje w Kathmandu, to najstarsza ze wszystkich świątyń Nepalu, ufundowana w V wieku Pashupatinath Temple. Od roku 1979 wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako rozległy obszar w którego skład wchodzą kolekcje świątyń, aśramów, obrazów i inskrypcji wznoszonych przez wieki wzdłuż brzegów świętej rzeki Bagmati.

Kilka legend związanych z tym miejscem powstanie świątyni przenosi nawet do roku 400 p.n.e. Świątynia Pashupatinath jest jedną z 275, które Najanmarowie (święci z Tamil Nadu) w okresie od VI do IX wieku czcili w wierszach, te świątynie Shivy należą do największych na tym kontynencie!

Pashupatinath Temple wejście główne

Ze względu na rządzące tu zasady wykluczenia białego człowieka, świątynia dostępna jest jedynie wyznawcom hinduizmu. Stałem więc przed nią, słuchając słów przewodnika i patrzyłem na tajemnicze piękno całkowicie przede mną zamknięte.

W obrębie kompleksu świątynnego jest jeszcze jedna świątynia, która rządzi się podobnymi zasadami to Guhyeshwari Temple (świątynia jaskiniowej bogini). Miejsce to słynie z przestrzeganego w niej wyjątkowego prawa, pobierania bardzo wysokich opłat za wejście do niej od ludzi białych, a nawet zabraniającego wchodzenia do niektórych jej części tym, którzy chociaż biali, są wyznawcami hinduizmu.

Na terenie kompleksu świątynnego Pashupatinath, znajduje się też niezwykła przestrzeń, miejsce do którego skierowałem swe kroki zaraz po otrzymaniu biletu wejściowego.

Po drugiej stronie świętej rzeki Bagmati, zachowując odpowiedni dystans i respekt dla zwyczajów oraz uczuć religijnych mieszkańców Nepalu, było mi dane obserwować obrządek przejścia, palenie zwłok. Tego dnia nie byłem przygotowany na zachwyt nad pięknem świata Zachodu, raczej chciałem poznać to, co zwykło nazywać się Wschodem.

Nie czułem, że drogę, podróż, miejsce urodzenia i zamieszkania, to co sprawia, że jestem tym kim jestem, zostawiam za sobą by móc fotografować zwłoki. To nie było przyczyną odwiedzin gath kremacyjnych nad rzeką Bagmati. Po podróżach do Indii, po dziesiątkach przeczytanych reportaży i zaznajomieniu się z jeszcze większą ilością literatury dotyczącą hinduizmu byłem ciekawy jak wygląda życie, nie śmierć, a właśnie tu mogłem się o tym naocznie przekonać.

Pashupatinath Temple umieranie po drugiej stronie rzeki

To co zobaczyłem obiektywem aparatu, było przeżyciem większym niż zapamiętany przez kartę pamięci obraz kremacji, widziałem tam kwintesencję życia. Pomiędzy żałobnikami i zwłokami dzieliła mnie nie rzeka, różnica kulturalna i język, ale przede wszystkim tysiące lat współżycia z naturą, z naturalnym porządkiem zatrzaśniętym w cyklu narodzin i śmierci.

W moim obiektywie, widziałem śmierć, zaklętą w martwym ciele, a dookoła członków rodziny żegnających zmarłą z należytą czcią i szacunkiem. W tym samym czasie obserwowałem obok dzieci, które bawiąc się, przepychały i łowiły ryby. Wszystko to razem, na zewnątrz, w słońcu. Nieco wyżej, na schodach, siedziała starszyzna i rozmawiała ze sobą tak jak komentujący mecz krykieta obok przechodził młody chłopak z dziewczyną, trzymali się za rękę i widać było że bycie razem, sprawia im wielką radość.

Te widoki były dla mnie zupełnym przeciwieństwem tego co obserwuję w moim miejscu zamieszkania. Bowiem tu nie widzę uśmiechniętych dzieci tak bawiących się nad wodą, tylu członków rodziny dotykających i całujących zwłoki. W zamian doświadczam obrazu ludzi samotnych, rozłącznie przeżywających kolejny etap życia, zamkniętych pod dachem domu pogrzebowego z potomstwem pozostawionym pod opieką opłaconego opiekuna często nie mówiącego językiem dziecka. Przed moim obiektywem toczyło się zwykłe życie.

Ceremonia pogrzebowa zaczyna się wiele godzin wcześniej, zwykle w miejscu śmierci. Czterech lub dwóch ludzi niesie zwłoki nieboszczyka na bambusowych drągach. Niosą je wiele godzin, a czasem dni, a wszystko to po to by dotrzeć do rzeki. Śpiewają monotonne pieśni, w orszaku uczestniczy najbliższa rodzina i gdyby nie widok martwego ciała na noszach trudno by było nazwać to pogrzebem.

Potem kolejne godziny spędzone wspólnie na gaths, pożegnanie, przygotowanie stosu, namaszczenie ciała wonnymi olejkami, oczekiwanie na wygaśnięcie ognia i zwykłe spłukanie popiołu do wody. Ogień płonie kilka godzin, wraz z jego dymem unosi się dusza zmarłego. Wyznawcy hinduizmu uważają, że woda i ogień oczyszczają z grzechów, a wody świętej rzeki dodatkowo uwalniają z sansary, nieustannego wędrowania czyli cyklu reinkarnacji.

Umieranie ostatnie pożegnanie

Jestem pewien, że nie byłem jedyną osobą, która w tym miejscu zadała sobie pytanie o porządek życia doczesnego. Odwiedziny tego miejsca stały się dla mnie następnym krokiem w podróży do innego świata, do tego co czekało na mnie za szybami samolotu, do tego co jak czułem, rozpoczynało we mnie pisać własną opowieść.

Gdybym teraz obserwującym mnie na mediach społecznościowych lub czytającym tego bloga postawił pytanie, co im daje nadzieję na spełnienie? Jakie odpowiedzi bym otrzymał?

Jestem pewien, że byłoby mnóstwo rozsądnych: dzieci, wnuki, małżonkowie, partnerzy, praca, śmiech, muzyka i pewnie jeszcze koty lub psy, lecz czy to właśnie daje nam nadzieję w obliczu śmierci? Nadzieja to wewnętrzne życzenie zaistnienia określonego stanu rzeczy i odrobina niepewności, że tak się stanie.

Pojęcie nadziei traci sens w skrajnych przypadkach. Przy 100% pewności odczuwamy jedynie emocje pozytywne, a przy 0% negatywne, zależnie od tego czym są dla nas niezaspokojone oczekiwania i nadzieja na ich zrealizowanie. Tu rodzi się niezbyt logiczne pytanie: jaki jest sens naszego istnienia?

Gdy odkryjemy, na to proste pytanie odpowiedź, to od tego momentu możemy już żyć tu i teraz, cieszyć się tym do granic możliwości, korzystać z każdej nadarzającej się chwili szczęścia, celebrować każdy dzień i nigdy więcej nie zapominać, że śmierć jest najważniejszym momentem przejścia w naszym życiu. Bowiem bez śmierci nie poznamy jaką wartość ma życie.

Umieranie, gaths krematoryjne
Ulica Kathmandu z lewej, a potem z prawej

Podczas wędrówek przytrafiają mi się nieoczekiwane i niezaplanowane przygody. Będąc w Kathmandu zostałem zatrzymany przez tajnego policjanta. Chcecie wiedzieć jak to było?

Otóż wychodząc z hotelu, chociaż wcześniej przechodziłem tędy kilkukrotnie, spostrzegłem, że przebiegająca naprzeciwko hotelu droga ciągnie się niesłychanie pięknie od lewej do prawej lub po prostu od prawej od lewej. Jak szalenie długa sznurówka wije się, wypełniona gwarem silników i głosów chłopaków z przejeżdżających autobusów nawołujących do przechodniów niestrudzenie pokonujących dystans chodnikowych przejść.

Odczekałem więc jedną chwilę, wyciągnąłem z plecaka aparat i dając sobie odrobinę czasu by nie sfotografować tylko spalin z przejeżdżających pojazdów, szybkim skrętem wykonałem zdjęcie po lewej, a potem odwróciłam się i szybko nacisnąłem spust migawki po prawej. Za chwilę podszedł do mnie wysoki mężczyzna, w cywilnym ubraniu i poprosił o pokazanie mu zdjęcia na małym monitorku aparatu.

Nawet przez moment nie przyszło mi do głowy, że może to być fan ulicznej fotografii. Wyświetliłem ostatnie dwa kadry, a on poprosił dodatkowo o paszport… tłumacząc, że po drugiej stronie miejsca, z którego tak przyglądałem się pulsującej ulicy, znajduje się bardzo ważny budynek o jeszcze ważniejszym przeznaczeniu. O tej doniosłej tajemnicy nie miałem zielonego pojęcia! Naturalnie wszystko skończyło się dobrze.

Do dziś pozostało mi wspomnienie mężczyzny, który z nadzieją na podwyżkę, by wykazać się szefom bezgranicznym zapałem w powstrzymywaniu białych turystów przed brutalnym atakiem fotograficznym, zatrzymał mnie tuż przy falującej od ciepła ulicy.

0

FB comments:

Comments 2

  • Ultra03/24/2020 at 4:43 pm

    Życie nasze jest wędrówką, aby w końcu osiągnąć zamierzony cel.. Nie zawsze docieramy w swej tułaczce do wyznaczonego końca, bo los płata figle, ale od czegóż jest nadzieja?
    Patrzę na te pogrzeby i myślę, jaka jest moc tradycji. Te wielogodzinne wędrówki z nieboszczykiem, potem godzinami palenie, modły wpisane w kulturę Hindusów, jakże inne niż nasze. Na szczęście różnorodność ubogaca doświadczenie spraw ostatecznych, a więc pochówek inny od naszego wzbudza refleksje dotyczące sensu życia i tej nieuchronnej dla każdego śmierci. Nie wiem, czy ktoś zna odpowiedź, ale każdy po swojemu próbuje odpowiadać sobie i przekonywać do swoich racji. Cóż, egzotyczne obrzędy także niczego nie wyjaśniają.
    Serdeczności zasyłam

    • Dariusz03/24/2020 at 5:54 pm

      Życie pozostaje tajemnicą od swego początku, aż do końca. Ludzi to ciekawi, interesuje, inspiruje i daje nadzieję, że coś, gdzieś, jakoś po drugiej stronie też może istnieje. Nie ma w tym niczego złego i nie można oceniać, która kultura robi to lepiej lub gorzej. Takie ocenianie, wywyższanie się, otwiera drzwi do jednego z najciemniejszych korytarzy ludzkiego umysłu. To normalna natura człowieka, naturalny stan. Każde prawo przedstawione wyznawcom, jest prawem stworzonym przez człowieka, a według tego prawa świat nie funkcjonuje.

      Gdzie zatem jest sens życia? Nadzieja? Masz absolutną rację, nikt tego nie wie i wiedzieć nigdy nie będzie. Wiele wody przepłynie w świętych rzekach i jeszcze więcej popiołów zostanie rozdmuchanych przez wiatr historii, a my wciąż będziemy szukać odpowiedzi na te pytania. Egzotyczne obrzędy niczego nie wyjaśniają, ani nie ułatwiają zrozumieć dlaczego. Dla mnie jednak jedno jest pewne. Jeśli nie poznam tego co egzotyczne i nie porównam z tym co tu i teraz, nie mam najmniejszego prawa zabierać głosu. Także niczego nie wyjaśnię, ale przynajmniej będę żył szczęśliwszy, biorąc każdy dzień jako dar życia, który mi jeszcze pozostało i będę mu pozwalał zachwycać mnie naturą. Będę rozmawiał z ludźmi, będę dalej pisał i fotografował bo tylko w ten sposób będę czuł, że jestem na drodze, która należy do mego życia z tu i z teraz.

      Zawsze cieszę się gdy mnie odwiedzasz! Dziękuję Ci serdecznie.

  • Add Comment

     

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.