Wylot z Nepalu – Bhutan

Powiada się, że podróż potrafi odmienić życie dla wielu, o nich nie wiem nic. Pamiętam za to, o czym myślałem tego dnia gdy o 9:30 rano opuściłem hotel i upchnięty w małym busie, przedzierającym się przez wąskie, zatłoczone uliczki Kathmandu, dotarłem na lotnisko. Za parę chwil wylot do Bhutanu, opuszczam Nepal, to dzieje się naprawdę, myślałem.

To była niedziela, a te w Nepalu są pracujące, więc niedzielny poranek zaczyna się tu od ulicznego gwaru, przepełnionych autobusów i biegnących do nich dzieci, ubranych w szkolne mundurki. Dzień jak każdy. Może dopiero wtedy rozpoczęła się moja podróż?

Tak wygląda autor bloga stojąc na dachu hotelu w Kathmandu

Można napisać, że w jednej snutej opowieści ukryte są kolejne, mniejsze, które bez doświadczeń zdobytych podczas tej pierwszej, nie istnieją samodzielnie. Może być też tak, że te małe opowieści tkają większą, budują ją z każdym dniem i każdą kolejną przygodą lecz kto to wie?

By to sprawdzić trzeba wyruszyć w drogę, a ta zawsze szykuje podróżnikowi niespodzianki. Wyszedłem na dach hotelu by raz jeszcze spojrzeć na Kathmandu o poranku.

Odprawa paszportowa, wiza, kontrola i kolejka przesuwa się kilka kroków do przodu, kolejny security check i kolejne kilkanaście minut wyczekiwania w wypełnionej po brzegi hali odlotów, gorącej oddechami pasażerów nerwowo wyglądających za swoim numerem lotu.

Wylot z Nepalu - Bhutan, w kolejce do odprawy, lotnisko Kathmandu

Wreszcie na tablicy pojawia się mój numer bramki, niczym wyzwolenie, bo w nowym miejscu jest chłodniej i jaśniej. Może troszeczkę mniej ludzi. Przyglądam się ich twarzom. To w dużej mierze biali turyści, starsi, uśmiechnięci. On trzyma ją za rękę i mówią do siebie coś w niezrozumiałym dla mnie języku Starego Kontynentu.

O niewielkim Królestwie Bhutanu od 1974 roku, momentu gdy otworzono odizolowany kraj dla obcokrajowców przyjmując politykę „High Value, Low Impact” promującą unikalną kulturę i tradycję na zewnątrz jego granic, napisano bardzo wiele. Nawet ja sam dorzuciłem do tego tematu kilka słów zamieszczając na blogu, tuż przed wyjazdem, wpis zatytułowany: To co najważniejsze. W 1974 r. ogółem Bhutan odwiedziło jedynie 287 turystów!

Bhutan

Przez światowe media przetoczyły się filmy, eseje, felietony, a opasłe tomiska naukowe próbowały opisać fenomen szczęścia narodowego brutto, idee od kilkunastu lat implementowaną lepiej lub gorzej przez pozostałe kraje świata.

Robię jeden krok i Kathmandu pozostaje za mną. Co przyniosą kolejne dni? Czy uda mi się uwierzyć w szczęście kraju do którego lecę? Czy jest tam tak, jak opisują kolorowe magazyny agencji turystycznych?

Szczęście ma swoją twarz i miejsce, to Bhutan

Gdyby porównać bogactwa materialne krajów nagromadzone przez nie, powiedzmy w ciągu ostatnich 100 czy 500 lat, czy dałoby to możliwość oceny prawdziwego źródła ludzkiego szczęścia?

Na przykład nacjonaliści, przekonani są, że do szczęścia potrzebne jest obywatelom polityczne samostanowienie. Dawna dyktatura proletariatu, według komunistów, była jedyną słuszną drogą do wprowadzenia powszechnej szczęśliwości. A dzisiejsi kapitaliści uważają, że to wolny rynek jest w stanie zapewnić stan szczęścia jak największej liczbie ludzi. Dla każdego jest więc czymś innym, a czym szczęście jest dla mnie? Według Ciebie, co to jest szczęście? Gdzie go szukać?

Szczęście narodowe brutto pozwoliło Bhutanowi zaistnieć na mapach świata, wpisać się na listę krajów, którym ważniejsza wydaje się jakość życia niż ilość odbiorników telewizyjnych. Dziś ta koncepcja została skradziona przez Zachód i uczyniła z niego produkt zupełnie nie do poznania dla samego Bhutanu. Szczęście mieszkańców Bhutanu głęboko zakorzenione jest w zasadach religii kraju, buddyzmie. Szczególny nacisk położono w nim na współczucie, zadowolenie i spokój.

Bhutan oferuje swoim obywatelom bezpłatną edukację i bezpłatną opiekę zdrowotną. Mieszkańcy małych wsi i miejscowości otrzymują dużą część energii elektrycznej bez żadnych kosztów. Mieszkańcy Bhutanu wierzą w filozofię leżącą u podstaw szczęścia narodowego, a nie w jego opakowanie.

Bhutan ryżowe pola

Lot z Kathmandu do Paro trwał zaledwie 45 minut. Mówi się, że 15 lub 18 pilotów na świecie posiada licencję do prowadzenia samolotu nieomal nad szczytami Himalajów, pomiędzy dolinami i wzgórzami Bhutanu, tuż ponad ryżowymi polami. Liniami lotniczymi Drukair – Royal Bhutan Airlines zarządza rodzina królewska, a jednym z pilotów jest jej członek.

Ostatnie 5 może 7 minut lotu spędziłem z szeroko otwartą buzią przylepiony do małego okienka samolotu udając, że nie słyszę próśb by się nieco odsunąć, odsłonić widok. Miałem wrażenie, że nieomal skrzydłami dotykaliśmy wierzchołków drzew. Te kilkanaście minut lotu, wydawało się być sennym marzeniem, nierealną podróżą do krainy spełnionych marzeń.

Było to moje najpiękniejsze 45 minut w powietrzu!

2

FB comments:

Add Comment

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.